
Witaj Czytelniku!
Do tej pory w Offgridowych Środach rozkładaliśmy nasze przyszłe gospodarstwo na części pierwsze.
Był warzywniak.
Był sad.
Był staw.
Były kury, króliki, pszczoły i inne zwierzęta.
Liczyliśmy powierzchnie, zastanawialiśmy się nad ilością roślin i sprawdzaliśmy, ile jedzenia może z tego powstać.
Ale jest jeden problem.
Prawdziwe gospodarstwo off-grid nie powinno być zbiorem przypadkowo ustawionych obok siebie elementów.
Najciekawsze zaczyna się wtedy, kiedy zaczynają ze sobą współpracować.
I właśnie o tym będzie dzisiejsza Offgridowa Środa.
Nie chcę gospodarstwa. Chcę systemu.
Kiedy myślimy o samowystarczalności, często wyobrażamy sobie po prostu:
dom + ogród + kury + staw + sad.
Tylko że można zrobić coś znacznie ciekawszego.
Możemy zaprojektować gospodarstwo tak, aby odpady jednego elementu stawały się zasobem dla kolejnego.
Czyli zamiast:
kupić → zużyć → wyrzucić
mamy:
wyprodukować → wykorzystać → przetworzyć → wykorzystać ponownie.
I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwy off-grid.
🥕 Warzywniak
Zacznijmy od najbardziej oczywistego elementu.
Warzywniak daje nam warzywa, zioła, ziemniaki czy rośliny korzeniowe.
Ale nie wszystko, co wyrośnie, trafia na talerz.
Liście, obierki i część roślinnych resztek może trafić do kompostu albo zostać wykorzystana jako pasza, oczywiście zależnie od rodzaju rośliny i zwierzęcia.
A kompost?
Wraca do warzywniaka jako nawóz.
Czyli część tego, co normalnie wyrzucilibyśmy, wraca do systemu.
🐔 Kury
Kury są tutaj małymi fabrykami wielozadaniowymi.
Dają jajka.
Mogą zjadać część bezpiecznych resztek z gospodarstwa.
A ich obornik po odpowiednim przekompostowaniu może zasilać ogród.
Do tego kury potrafią znaleźć sporą część swojego pożywienia same, jeżeli mają odpowiednio zaprojektowany wybieg.
Nie oznacza to oczywiście, że możemy przestać je karmić i czekać na cud.
Ale dobrze zaprojektowany wybieg może ograniczyć ilość kupowanej paszy.
🐇 Króliki
Króliki mają podobną zaletę.
Mięso to oczywiście jedna rzecz.
Drugą jest nawóz.
Obornik króliczy jest bardzo wartościowym materiałem do wykorzystania w ogrodzie, a odpowiednio zagospodarowany może stać się kolejnym elementem zamkniętego obiegu.
Czyli królik nie jest tylko „zwierzęciem do jedzenia”.
Jest kolejnym elementem gospodarstwa.
🐝 Pszczoły
Tutaj sprawa robi się jeszcze ciekawsza.
Pszczoły dają nam miód, wosk i inne produkty pszczele.
Ale ich największą wartością dla gospodarstwa może być coś zupełnie innego:
zapylanie.
Sad pełen kwitnących drzew i krzewów oraz ogród warzywny mogą korzystać z obecności zapylaczy.
Czyli pszczoły pomagają produkować więcej tego, czym później sami się żywimy.
To bardzo dobry przykład tego, że w gospodarstwie nie wszystko musi być mierzone bezpośrednio w kilogramach jedzenia.
🌳 Sad
Sad jest kolejnym elementem, który pracuje na kilku frontach.
Daje owoce.
Może dawać orzechy.
Daje cień.
Tworzy siedlisko dla owadów i ptaków.
Opadłe liście oraz część materiału roślinnego może trafić do kompostowania.
A owoce, których nie jesteśmy w stanie zjeść na świeżo, można przetworzyć.
Soki.
Dżemy.
Suszone owoce.
Kompoty.
Powidła.
Nagle kilka drzew przestaje być tylko „drzewami w ogrodzie”.
Staje się małą fabryką żywności.
🐟 Staw
I dochodzimy do mojego ulubionego elementu.
Staw.
Nie tylko dlatego, że można z niego złowić rybę.
Dobrze zaprojektowany staw może być małym ekosystemem.
Ryby.
Owady.
Płazy.
Ptaki.
Rośliny wodne i przybrzeżne.
Każdy z tych elementów ma swoje miejsce.
Oczywiście nie oznacza to, że wykopiemy dziurę w ziemi, wrzucimy do niej kilka karpi i po roku będziemy mieli własne morze pełne ryb.
Natura tak nie działa. 😉
Ale odpowiednio zaprojektowany staw może stać się wartościowym elementem całego gospodarstwa.
🌱 A rośliny przy stawie?
Tutaj również możemy wykorzystać naturę.
Roślinność przybrzeżna może tworzyć siedliska dla owadów, płazów i ptaków.
Niektóre rośliny mogą również pomagać w pobieraniu części składników odżywczych z wody.
A dodatkowo staw zwiększa różnorodność biologiczną całej działki.
I właśnie dlatego nie chciałabym mieć idealnie wystrzyżonego ogrodu przypominającego katalog.
Chcę gospodarstwa, w którym coś się dzieje.
♻️ Kompost – nudny bohater całego systemu
Kompost może nie wygląda spektakularnie.
Nie ma skrzydeł jak pszczoła.
Nie daje jajek jak kura.
Nie pływa jak ryba.
A jednak bez niego wiele elementów gospodarstwa będzie wymagało większej ilości nawozów kupowanych z zewnątrz.
Resztki roślinne.
Liście.
Część materiału organicznego.
Odpowiednio przygotowany obornik.
To wszystko może zostać przetworzone na materiał, który później wraca do ziemi.
Czyli:
ogród → resztki → kompost → ziemia → ogród.
I koło się zamyka.
🔄 Jak wyglądałby taki prosty obieg?
Wyobraźmy sobie gospodarstwo o powierzchni około 1–2 hektarów.
Nie potrzebujemy tutaj 20 hektarów i stu zwierząt.
Mamy:
🏡 dom
↓
🥕 warzywniak
produkuje warzywa i resztki roślinne
↓
🐔🐇 zwierzęta
dają żywność i nawóz
↓
♻️ kompost
przetwarza część materiału organicznego
↓
🌱 ogród i sad
otrzymują składniki odżywcze
↓
🐝 pszczoły
pomagają zapylać kwiaty i drzewa
↓
🌳 sad
produkuje owoce i materiał organiczny
↓
🐟 staw
tworzy kolejny element ekosystemu i może dostarczać ryby
↓
🌿 roślinność przy stawie
wspiera różnorodność biologiczną
↓
i wszystko znowu wraca do gospodarstwa.
Oczywiście rzeczywisty obieg jest znacznie bardziej skomplikowany.
Ale właśnie o tę zasadę chodzi.
Samowystarczalność nie oznacza „nie kupuję nic”
I tutaj dochodzimy do ważnego rozróżnienia.
Nie sądzę, żeby przeciętna rodzina była w stanie stworzyć gospodarstwo, które absolutnie niczego nie potrzebuje z zewnątrz.
Pasza.
Nasiona.
Narzędzia.
Części do maszyn.
Leki weterynaryjne.
Materiały budowlane.
Energia awaryjna.
Zawsze coś będziemy kupować.
I nie widzę w tym żadnego problemu.
Dla mnie samowystarczalność oznacza raczej:
maksymalizowanie własnej produkcji tam, gdzie ma to sens ekonomiczny, praktyczny i zdrowotny.
Nie chcę produkować wszystkiego.
Chcę produkować dużą część tego, czego potrzebuję.
I tutaj wracamy do mojego ulubionego pytania
Czy naprawdę potrzebujemy ogromnego gospodarstwa?
Moim zdaniem nie.
Jeżeli dobrze zaprojektujemy przestrzeń, możemy połączyć warzywniak, sad, zwierzęta, pszczoły i staw na stosunkowo niewielkim areale.
Nie potrzebuję farmy wielkości małego państwa.
Potrzebuję dobrze działającego systemu.
I właśnie dlatego coraz bardziej podoba mi się idea gospodarstwa o powierzchni około 1–2 hektarów jako punktu wyjścia.
Nie wszystko musi być maksymalne.
Nie potrzebujemy setek kur.
Nie potrzebujemy hektarów ziemniaków.
Nie potrzebujemy ogromnego stawu.
Potrzebujemy odpowiednich proporcji.
Największa wartość off-gridu?
Moim zdaniem nie jest nią nawet darmowa marchewka.
Jest nią zmiana sposobu myślenia.
Zaczynasz patrzeć na rzeczy nie jako na odpady, ale jako na zasoby.
Liście nie są śmieciem.
Obornik nie jest śmieciem.
Resztki roślinne nie muszą być śmieciem.
Woda może mieć więcej niż jedno zastosowanie.
Zwierzę może dawać więcej niż jeden produkt.
Drzewo może dawać owoce, cień, siedlisko dla zwierząt i materiał organiczny.
A staw może być jednocześnie zbiornikiem wody, siedliskiem przyrody i źródłem żywności.
To właśnie jest dla mnie prawdziwy off-grid.
Nie ucieczka od cywilizacji z siekierą na plecach.
Tylko stworzenie małego systemu, który potrafi część potrzeb zaspokajać sam.
I im dłużej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że największą sztuką nie jest posiadanie ogromnej ilości ziemi.
Największą sztuką jest sprawić, żeby ta ziemia pracowała razem z nami, a nie przeciwko nam. 🌱
📚 To wpis z serii Offgridowa Środa
Zobacz wszystkie posty ➡
https://lesnakapitalistka.com/category/offgridowa-sroda/
Disclaimer:
Wpis przedstawia moje osobiste przemyślenia i ma charakter edukacyjny. Podane powierzchnie są wartościami orientacyjnymi i mogą się różnić w zależności od jakości gleby, klimatu, sposobu prowadzenia gospodarstwa oraz potrzeb konkretnej rodziny.
Dodaj komentarz