Young woman assembling a detailed astrolabe in a library filled with books and a fireplace

🪙 Portfel z Werandy #62: Kiedy można przestać dokładać do swojej maszynki inwestycyjnej?

Aktualny obrazek: Young woman assembling a detailed astrolabe in a library filled with books and a fireplace

Kiedy zaczynamy interesować się finansami, wszędzie słyszymy praktycznie to samo.

Inwestuj.

Odkładaj.

Kupuj ETF-y.

Wpłacaj regularnie.

Nie przerywaj.

I wiecie co?

To wszystko jest prawdą.

Regularność jest jednym z najważniejszych elementów budowania majątku. Bez niej trudno mówić o wykorzystaniu potęgi procentu składanego.

Ale zauważyłam, że bardzo mało osób mówi o czymś zupełnie innym.

O momencie, w którym… można przestać dokładać do swojej maszynki inwestycyjnej.

Brzmi dziwnie?

Na pierwszy rzut oka nawet trochę niebezpiecznie.

A jednak uważam, że każdy inwestor powinien kiedyś dojść właśnie do takiego momentu.

Nie dlatego, że przestanie wierzyć w inwestowanie.

Wręcz przeciwnie.

Dlatego, że inwestowanie w końcu zacznie wykonywać swoją pracę samodzielnie.

Nie chcę inwestować do końca życia

To może być niepopularna opinia.

Ja nie marzę o tym, żeby mając 70 czy 80 lat nadal pilnować limitów IKZE, robić przelewy, zastanawiać się, czy w tym miesiącu kupić kolejny ETF i analizować wykresy.

Moim celem jest zbudowanie maszyny.

Maszyny, która w pewnym momencie będzie zarabiała więcej pieniędzy, niż ja jestem w stanie do niej dołożyć.

To właśnie jest dla mnie prawdziwa wolność finansowa.

Procent składany ma swój moment przełomowy

Na początku całą pracę wykonujemy my.

Wpłacamy 100 zł.

Potem 500 zł.

Potem kilka tysięcy rocznie.

Portfel rośnie głównie dlatego, że dokładamy nowe środki.

Ale z biegiem lat zaczyna dziać się coś niezwykłego.

Coraz większą część wzrostu stanowią już nie nasze wpłaty.

To zyski z wcześniej zgromadzonego kapitału zaczynają wykonywać największą pracę.

Wyobraźmy sobie dwie osoby.

Pierwsza posiada portfel o wartości 50 tysięcy złotych.

Druga zgromadziła już milion.

Jeżeli rynek wzrośnie w ciągu roku o 10%, pierwsza osoba zarobi około 5 tysięcy złotych.

Druga około 100 tysięcy.

Obie zrobiły dokładnie to samo.

Po prostu pozwoliły kapitałowi pracować.

I właśnie do tego momentu chciałabym kiedyś dojść.

A co z opieką nad portfelem?

Mam jedną refleksję, o której bardzo rzadko się mówi.

My, inwestorzy, często zapominamy, że portfelem w pewnym momencie nie należy się już opiekować każdego dnia.

Nie trzeba ciągle czegoś zmieniać.

Nie trzeba szukać nowych ETF-ów.

Nie trzeba reagować na każdą wiadomość z rynku.

Dobrze zbudowany portfel powinien być nudny.

Moim zdaniem wystarczy raz na kwartał sprawdzić, czy wszystko działa zgodnie z planem, ewentualnie wykonać prosty rebalancing i… wrócić do swojego życia.

Bo celem inwestowania nie jest stworzenie sobie drugiego etatu.

Celem jest odzyskanie czasu.

Mój moment przełomowy

W moim przypadku istnieje bardzo konkretny moment, po którym prawdopodobnie przestanę regularnie dokładać nowe środki do portfela.

Będzie to chwila, gdy osiągnę swój wyliczony kapitał FIRE oraz dodatkowe 20% nadwyżki.

Dlaczego właśnie tyle?

Bo te dodatkowe 20% traktuję jako margines bezpieczeństwa.

Życie potrafi zaskakiwać.

Pojawia się inflacja.

Przychodzą słabsze lata na giełdzie.

Rosną koszty życia.

Zmieniają się nasze potrzeby.

Ta nadwyżka ma sprawić, że nawet jeśli wydarzy się coś niespodziewanego, nie będę musiała wracać do regularnego dokładania pieniędzy.

Co więcej, te dodatkowe 20% nadal będzie pracować.

Jeżeli portfel będzie osiągał długoterminowe stopy zwrotu, właśnie ta nadwyżka będzie z roku na rok zwiększała wartość całego kapitału.

Można powiedzieć, że będzie działała jak coroczna podwyżka mojej „pensji FIRE”.

I właśnie to daje mi największy spokój.

Kiedy można przestać dokładać?

Moim zdaniem odpowiedź brzmi bardzo prosto.

Wtedy, kiedy nowe wpłaty przestają mieć istotny wpływ na końcowy wynik.

Wyobraźmy sobie portfel wart dwa miliony złotych.

Dorzucenie do niego 1000 zł miesięcznie oczywiście nadal ma sens.

Ale czy zmieni nasze życie?

Prawdopodobnie nie.

Natomiast dobry rok na rynku może zwiększyć wartość takiego portfela o kilkaset tysięcy złotych.

Od pewnego momentu to nie my budujemy majątek.

To majątek buduje się sam.

I właśnie wtedy chciałabym powiedzieć:

„Dziękuję. Teraz maszyna może pracować sama.”

To nie jest rezygnacja z inwestowania

Bardzo ważne.

Nie mówię o sprzedawaniu wszystkiego.

Nie mówię o rezygnacji z rynku.

Nie mówię o wydawaniu zgromadzonego kapitału.

Mówię jedynie o zakończeniu etapu dokładania nowych pieniędzy.

Kapitał nadal pozostaje zainwestowany.

Nadal korzysta z procentu składanego.

Nadal rośnie.

Zmienia się tylko jedno.

To nie ja jestem już głównym źródłem jego wzrostu.

To jest mój cel

Nie marzę o Ferrari.

Nie marzę o ogromnej willi.

Nie marzę o luksusowym stylu życia.

Marzę o czymś znacznie prostszym.

Chcę któregoś dnia spojrzeć na swój portfel i wiedzieć, że nawet jeśli od jutra nie wpłacę już ani jednej złotówki, on nadal będzie rósł.

Bo został zbudowany na solidnych fundamentach.

Bo dostał wystarczająco dużo czasu.

Bo procent składany przejął stery.

Mam wrażenie, że internet bardzo często pokazuje inwestowanie jako niekończący się wyścig.

Więcej.

Szybciej.

Większe wpłaty.

Kolejne aktywa.

Nowe cele.

Ja patrzę na to trochę inaczej.

Dla mnie inwestowanie nie jest sportem.

To narzędzie.

A dobre narzędzie ma kiedyś wykonać swoją pracę.

Jeżeli przez 20, 30 czy 40 lat uda mi się zbudować kapitał, który będzie pracował praktycznie samodzielnie, uznam to za największy sukces.

Bo ostatecznie nie chodzi o to, żeby do końca życia zasilać maszynę.

Chodzi o to, żeby pewnego dnia maszyna zaczęła pracować za nas.

I właśnie tego życzę każdemu inwestorowi.

📚 To wpis z serii Portfel z Werandy

Zobacz wszystkie posty ➡️
https://lesnakapitalistka.com/category/portfel-z-werandy/

Disclaimer:
Wpis ma charakter osobistej refleksji i nie stanowi porady inwestycyjnej ani finansowej. Każda decyzja inwestycyjna wiąże się z ryzykiem, a wyniki osiągnięte w przeszłości nie gwarantują podobnych rezultatów w przyszłości.