
Kiedy rozmawiam z ludźmi o IKZE, bardzo często słyszę podobne zdanie:
„To fajne, ale przecież z takich wpłat nigdy nie uzbieram majątku.”
I właśnie tutaj większość osób popełnia błąd.
Bo patrzą na jedną wpłatę.
A nie na kilkadziesiąt lat regularnego inwestowania.
Nie doceniają też trzech rzeczy, które w IKZE pracują jednocześnie:
- regularnych wpłat,
- procentu składanego,
- corocznej ulgi podatkowej.
A właśnie ich połączenie sprawia, że z pozornie zwyczajnego konta może powstać naprawdę pokaźny kapitał.
Czym właściwie jest IKZE?
IKZE, czyli Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego, to konto stworzone z myślą o długoterminowym oszczędzaniu na emeryturę.
Największa zaleta?
Wpłaty można odliczyć od podstawy opodatkowania.
Oznacza to, że co roku część zapłaconego podatku wraca do naszego portfela.
Pieniądze na IKZE można inwestować między innymi w:
- ETF-y,
- fundusze inwestycyjne,
- akcje,
- obligacje,
- lokaty (w zależności od instytucji).
To nie państwo inwestuje nasze pieniądze.
My wybieramy, gdzie mają pracować.
Czy naprawdę da się zbudować milion?
Tak.
I wcale nie trzeba zarabiać kilkudziesięciu tysięcy miesięcznie.
Załóżmy prosty scenariusz.
Ktoś przez 35 lat wykorzystuje pełny limit wpłat i inwestuje w szeroki portfel ETF-ów osiągający średnio około 8% rocznie.
Efekt?
Kapitał może przekroczyć milion złotych.
Oczywiście nikt nie gwarantuje takich stóp zwrotu.
Rynek raz rośnie szybciej, raz wolniej.
Ale historia światowych rynków pokazuje, że długoterminowo takie wyniki są jak najbardziej możliwe.
Największym sprzymierzeńcem inwestora nie jest geniusz.
Jest nim czas.
Mój przypadek
Ja jestem w IKZE od 2020 roku.
Od samego początku wpłacam maksymalne dostępne limity i nie zamierzam z tego rezygnować.
Moje limity wyglądały następująco:
- 2020 – 6 272,40 zł
- 2021 – 6 310,80 zł
- 2022 – 7 106,40 zł
- 2023 – 8 322,00 zł
- 2024 – 9 388,80 zł
- 2025 – 10 407,60 zł
- 2026 – 11 304,00 zł
Do końca 2026 roku wpłacę na IKZE łącznie 59 112 zł.
Sam zwrot podatku w moim przypadku wyniesie około 7 722,61 zł.
I teraz zadaję sobie pytanie.
Gdzie jeszcze dostanę kilka tysięcy złotych tylko dlatego, że odkładam pieniądze na własną przyszłość?
A przecież to dopiero początek.
Bo oprócz zwrotów podatkowych dochodzą jeszcze zyski wypracowane przez rynek.
To właśnie dlatego tak bardzo lubię IKZE.
Pierwszy rok jest najtrudniejszy
Jest jednak jedna rzecz, o której rzadko się mówi.
Pierwszy rok jest według mnie najbardziej brutalny.
Wpłacasz pieniądze.
Patrzysz, jak znikają z konta.
A korzyść podatkową zobaczysz dopiero przy rozliczeniu PIT.
Na początku trzeba więc uzbroić się w cierpliwość.
Potem robi się znacznie łatwiej.
Każdy kolejny zwrot podatku przypomina mi, że państwo właśnie oddało część pieniędzy, które mogę ponownie zainwestować.
I koło zaczyna się kręcić.
Ale skąd brać prawie 12 tysięcy rocznie?
To chyba najczęściej zadawane pytanie.
Limit IKZE na 2026 rok wynosi ponad 11 tysięcy złotych.
Tymczasem roczna pensja minimalna to około 43 272 zł brutto.
Oznacza to, że maksymalna wpłata do IKZE stanowi około 26% rocznego wynagrodzenia minimalnego.
Dużo?
Bardzo dużo.
Zwłaszcza że statystyczny Polak odkłada znacznie mniej.
Z drugiej strony większość ekspertów finansowych mówi, że aby zbudować spokojną emeryturę, warto oszczędzać około 25–30% swoich dochodów.
Czyli… limit IKZE bardzo dobrze wpisuje się w te zalecenia.
Oczywiście nie każdy jest w stanie wykorzystać go w całości.
I nie ma w tym nic złego.
Lepiej wpłacić 1000 zł niż nie wpłacić nic.
Lepiej wykorzystać połowę limitu niż zrezygnować tylko dlatego, że nie uda się wykorzystać całego.
Ja oszczędzam więcej, ale wiem, że nie każdy może
W moim przypadku stopa oszczędności dochodzi czasami nawet do 65–70% dochodów.
Ale doskonale wiem, że jestem wyjątkiem.
Nie oczekuję, że każdy będzie odkładał tyle samo.
Nie o to chodzi.
Najważniejsze jest wyrobienie nawyku.
Regularność wygrywa z perfekcją.
Dlaczego uważam, że IKZE, IKE i PPK to najlepsza trójka?
Jeśli miałabym wskazać trzy instrumenty, od których warto zacząć budowanie przyszłej emerytury, byłyby to właśnie:
- PPK,
- IKZE,
- IKE.
Każdy działa trochę inaczej.
Każdy ma swoje zalety.
Ale wszystkie premiują jedno:
długoterminowe myślenie.
Jeżeli ktoś boi się samodzielnie inwestować, dobrym rozwiązaniem może być IKZE oparte na szeroko zdywersyfikowanych ETF-ach.
Ustawiasz automatyczny przelew raz w miesiącu.
Kupujesz regularnie.
I… właściwie tyle.
Bez codziennego śledzenia wykresów.
Bez zgadywania, co zrobi rynek jutro.
Największy problem? Myślenie, że „nie dożyję emerytury”
To argument, który słyszę wyjątkowo często.
„Po co mam odkładać? Przecież mogę nie dożyć emerytury.”
Możesz.
Ja też mogę.
Każdy z nas może.
Ale czy z tego powodu przestajemy ubezpieczać mieszkanie?
Przestajemy zapinać pasy?
Przestajemy odkładać poduszkę bezpieczeństwa?
Nie.
Bo rozsądne planowanie nie polega na przewidywaniu przyszłości.
Polega na przygotowaniu się na różne scenariusze.
Dlatego zachęcam każdego, żeby przynajmniej zapoznał się z IKZE, IKE i PPK.
Nie dlatego, że są idealne.
Tylko dlatego, że w polskich realiach należą do najlepszych narzędzi, jakie mamy do budowania spokojnej przyszłości.
Czasem naprawdę warto przestać szukać idealnej inwestycji i po prostu zacząć regularnie odkładać pieniądze.
Bo największy majątek bardzo rzadko buduje się spektakularnymi decyzjami.
Znacznie częściej powstaje dzięki nudzie, systematyczności i cierpliwości.
📚 To wpis z serii Kapitalistyczne Piątki
Zobacz wszystkie posty ➡️
https://lesnakapitalistka.com/category/kapitalistyczne-piatki/
Disclaimer:
Wpis ma charakter osobistej refleksji i nie stanowi porady inwestycyjnej ani finansowej. Każda decyzja inwestycyjna wiąże się z ryzykiem i powinna być podejmowana samodzielnie.
Dodaj komentarz