Open notebook with budget and percentage calculations, Japanese coins, cute calculator displaying 20% of 2000 equals 400, coin jar, pen, and coffee mug on wooden desk

🌿 Portfel z Werandy #66: Jak wyliczyłam swoją stopę oszczędności?

Aktualny obrazek: Open notebook with budget and percentage calculations, Japanese coins, cute calculator displaying 20% of 2000 equals 400, coin jar, pen, and coffee mug on wooden desk

Witaj czytelniku!

Dzisiaj bierzemy na warsztat coś, co brzmi bardzo poważnie i finansowo, ale w rzeczywistości jest banalnie proste.

Stopę oszczędności.

I od razu uprzedzam — kiedy pierwszy raz policzyłam swoją, sama zrobiłam wielkie oczy.

Moja stopa oszczędności wynosi obecnie około 72% dochodu netto.

Tak, dobrze przeczytałeś.

Wydaję około 28% mojej pensji, a pozostałe 72% przeznaczam na oszczędności i inwestycje.

Czy to dziwne?

Pewnie trochę tak.

Czy taki poziom oszczędzania jest dla każdego?

Absolutnie nie.

Czy mi pasuje?

Bardzo.

Co właściwie oznacza stopa oszczędności?

Najprościej mówiąc, stopa oszczędności pokazuje, jaka część naszego dochodu zostaje nam po opłaceniu wydatków.

Wzór jest naprawdę prosty:

stopa oszczędności = oszczędności ÷ dochód netto × 100%

Czyli jeśli ktoś zarabia 5 000 zł netto, a wydaje 4 000 zł, zostaje mu 1 000 zł.

1 000 ÷ 5 000 × 100% = 20%

Taka osoba ma więc stopę oszczędności na poziomie 20%.

I właśnie dlatego sama wysokość pensji nie mówi nam jeszcze zbyt wiele o sytuacji finansowej.

Możesz zarabiać 10 000 zł miesięcznie i wydawać 9 500 zł.

Możesz też zarabiać 5 000 zł i wydawać 2 500 zł.

Kto ma większą przestrzeń do budowania majątku?

Odpowiedź jest dość oczywista.

A jak wygląda to u mnie?

Moje miesięczne wydatki obejmują przede wszystkim rzeczy, które naprawdę są mi potrzebne:

– czynsz,
– paliwo,
– telefon,
– media,
– internet,
– ubezpieczenia,
– jedzenie i podstawowe potrzeby.

Nie mam potrzeby ciągłego podnoszenia standardu życia.

Nie kupuję nowych rzeczy tylko dlatego, że pojawiła się promocja.

Nie potrzebuję kolejnego gadżetu, żeby poczuć, że moje życie właśnie weszło na wyższy poziom.

Mam budżet.

I co najważniejsze — dobrze się z nim czuję.

To jest chyba najważniejsza rzecz, którą chciałabym podkreślić.

Moje 72% nie jest żadnym uniwersalnym przepisem na życie.

Nie twierdzę, że każdy powinien wydawać 28% dochodu.

Dla rodziny z dziećmi, kredytem hipotecznym, samochodem i innymi zobowiązaniami byłoby to często zwyczajnie nierealne.

Ja mam po prostu taki styl życia, który pozwala mi utrzymywać bardzo wysoką stopę oszczędności.

I nie cierpię z tego powodu.

Wręcz przeciwnie.

Dlaczego stopa oszczędności jest tak ważna?

Bo właśnie tutaj zaczyna się prawdziwe FIRE.

W poprzednim wpisie pisałam o procencie składanym.

Procent składany jest silnikiem.

Stopa oszczędności mówi natomiast, ile paliwa jesteśmy w stanie do tego silnika dostarczyć.

Możemy mieć świetne inwestycje, dobrego brokera i piękne wykresy.

Ale jeśli każdego miesiąca wydajemy wszystko, co zarabiamy, procent składany nie ma z czego pracować.

Z drugiej strony nie musimy od razu osiągać 70%.

10% jest lepsze niż 0%.

20% jest lepsze niż 10%.

30% zaczyna robić naprawdę dużą różnicę.

A 40%, 50% czy więcej może bardzo mocno skrócić drogę do finansowej niezależności.

I tutaj robi się ciekawie

Istnieją wyliczenia pokazujące zależność pomiędzy stopą oszczędności a czasem potrzebnym do osiągnięcia FIRE przy określonych założeniach dotyczących stopy zwrotu i reguły 4%.

Oczywiście trzeba potraktować je jako model matematyczny, a nie obietnicę przyszłości.

Rynek nie rośnie liniowo, inflacja się zmienia, wydatki również, a życie lubi czasem dorzucić własne zadanie domowe.

Ale zależność jest bardzo interesująca.

Przy stopie oszczędności około:

30% — droga do FIRE może zajmować około 28 lat,

40% — około 22 lata,

50% — około 17 lat,

60% — około 12,5 roku,

70% — około 8,5 roku,

75% — około 7 lat.

I właśnie dlatego tak bardzo interesuje mnie stopa oszczędności.

Bo nagle okazuje się, że nie tylko wysokość dochodu ma znaczenie.

Liczy się również to, ile z niego potrafimy zatrzymać.

Czy 72% to dużo?

Tak.

Bardzo dużo.

I nie będę udawać, że jest inaczej.

Moja stopa oszczędności jest wysoka również dlatego, że mój styl życia jest dość oszczędny.

Ale jest tutaj pewna rzecz, która uderza mnie jeszcze mocniej.

W przypadku zwykłego pracownika część pieniędzy jest automatycznie kierowana na przyszłość poprzez system emerytalny, ale to nadal nie oznacza, że mamy wystarczający poziom prywatnego oszczędzania.

Moim zdaniem rozsądny cel dla wielu osób to dojście przynajmniej do 30–40% stopy oszczędności, oczywiście jeśli sytuacja finansowa na to pozwala.

Nie od jutra.

Nie za wszelką cenę.

I nie kosztem jedzenia, zdrowia czy normalnego życia.

Po prostu stopniowo.

Najpierw 10%.

Później 15%.

Potem 20%.

A może kiedyś 30%.

To właśnie dlatego nie jestem zwolenniczką podejścia:

„Od jutra odkładam 70%, bo przeczytałam o FIRE”.

To może skończyć się szybciej niż zaczęło.

Budowanie majątku ma być procesem, który jesteśmy w stanie utrzymać przez lata.

Moje 72% nie jest celem. Jest efektem.

I chyba właśnie to jest najważniejsze.

Nie zaczęłam swojej drogi od myśli:

„Muszę oszczędzać 72% pensji”.

Najpierw nauczyłam się kontrolować wydatki.

Później zaczęłam oszczędzać.

Następnie inwestować.

Z czasem doszły kolejne elementy — IKZE, IKE, PPK, akcje, ETF-y, obligacje i inne aktywa.

Dzisiaj inwestowanie jest już dla mnie w dużej mierze automatyczne.

Nie zastanawiam się co miesiąc, czy może jednak wydam te pieniądze.

One mają swoje zadanie.

I właśnie tutaj wracamy do mojego ulubionego podejścia:

pieniądz powinien mieć swoje zastosowanie.

Część na życie.

Część na dzisiaj.

Część na przyszłość.

A część na sytuacje, których jeszcze nawet nie potrafimy przewidzieć.

Nie każdy potrzebuje 72%.

Nie każdy powinien mieć 72%.

Ale uważam, że każdy powinien znać swoją stopę oszczędności.

Bo kiedy ją policzysz, zaczynasz naprawdę widzieć, dokąd zmierzasz.

A potem możesz zadać sobie najważniejsze pytanie:

Czy tempo, w którym buduję swój majątek, jest dla mnie wystarczające?

Ja już znam swoją odpowiedź.

I chyba właśnie dlatego coraz bardziej lubię tę moją nudną, spokojną i mało efektowną drogę do FIRE.

Bo czasami najlepsza strategia finansowa to taka, której po prostu jesteśmy w stanie trzymać się przez następne 10, 20 czy 30 lat.

A procent składany?

On w tym czasie może spokojnie robić swoje.

📚 To wpis z serii Portfel z Werandy.

Zobacz wszystkie posty ➡️
https://lesnakapitalistka.com/category/portfel-z-werandy/

Disclaimer:
Wpis ma charakter osobistej refleksji i nie stanowi porady inwestycyjnej ani finansowej. Każda decyzja inwestycyjna wiąże się z ryzykiem i powinna być podejmowana samodzielnie.