
W zeszłym tygodniu opowiedziałam Wam o mojej drodze do FIRE i o tym, jak z biegiem lat zmieniało się moje podejście do pieniędzy. Dzisiaj chciałabym odpowiedzieć na pytanie, które bardzo często pojawia się w wiadomościach od czytelników:
„Od czego zacząć inwestowanie?”
Gdybym mogła cofnąć czas i ponownie stanąć na początku swojej drogi, zrobiłabym wiele rzeczy dokładnie tak samo. Ale kilka zmieniłabym całkowicie.
I co może Was zaskoczyć…
Przez pierwszy rok prawdopodobnie nie kupiłabym ani jednej akcji.
Brzmi dziwnie?
Już tłumaczę dlaczego.
📚 Moją pierwszą inwestycją byłaby wiedza
Internet uwielbia sprzedawać marzenia.
Kup akcje.
Kup ETF.
Kup Bitcoina.
Kup złoto.
Kup mieszkanie.
A ja zrobiłabym coś zupełnie odwrotnego.
Przeznaczyłabym około 1000 zł na naukę.
Nie dlatego, że droższe kursy są lepsze.
Wręcz przeciwnie.
Dzisiaj ogrom wartościowej wiedzy można znaleźć za darmo albo za niewielkie pieniądze. Te 1000 zł potraktowałabym jako budżet na pierwszy rok nauki.
Dlaczego właśnie tyle?
Bo jest to kwota osiągalna dla większości osób. Nie powoduje wyrzutów sumienia, a jednocześnie pozwala kupić kilka naprawdę dobrych książek, wykupić wartościowy kurs i ewentualnie zainwestować w rozwój umiejętności, które zwiększą nasze przyszłe zarobki.
Bo właśnie to uważam za najważniejsze.
📈 Najlepszą inwestycją na początku nie jest giełda
Gdyby podszedł do mnie dwudziestolatek i zapytał:
„W co mam zainwestować pierwsze pieniądze?”
Odpowiedziałabym bez zastanowienia:
W siebie.
Bo łatwiej jest inwestować 2000 zł miesięcznie niż przez całe życie zastanawiać się, jak wycisnąć kolejne kilka procent z portfela, inwestując 200 zł.
Najpierw nauczyłabym się:
• prowadzić budżet domowy,
• rozumieć procent składany,
• odróżniać akcje od ETF-ów i obligacji,
• panować nad emocjami podczas inwestowania,
• zwiększać swoje dochody.
Dopiero później kupowałabym pierwsze aktywa.
🧠 Czego uczyłabym się przez pierwszy rok?
Nie analizy technicznej.
Nie świeczek.
Nie wykresów.
Najpierw chciałabym zrozumieć fundamenty.
Dlatego sięgnęłabym po książki takie jak:
– „Finansowa Forteca” Marcina Iwucia,
– „Psychologia pieniędzy” Morgana Housela,
– „The Simple Path to Wealth” J.L. Collinsa,
– „4-godzinny tydzień pracy” Timothy’ego Ferrissa.
Ta ostatnia książka nie jest typowo o inwestowaniu.
Ale bardzo zmieniła moje spojrzenie na to, czym właściwie jest bogactwo.
Bo bogactwo to nie tylko pieniądze.
To również czas.
A czas jest walutą, której nie da się odzyskać.
Do tego regularnie oglądałabym materiały Inwestomatu, Marcina Iwucia czy Khan Academy. Dzisiaj naprawdę nie trzeba wydawać fortuny, żeby zdobyć solidne podstawy.
💰 A co z pieniędzmi przeznaczonymi na inwestowanie?
I tutaj wiele osób może się zdziwić.
Przez ten pierwszy rok… nie inwestowałabym ich.
Załóżmy, że każdego miesiąca odkładam 300 albo 500 zł.
Nie wrzucałabym ich od razu na giełdę.
Pozwalałabym tej gotówce spokojnie się gromadzić.
Po roku miałabym kilka tysięcy złotych gotowych do pierwszych inwestycji.
Ale przede wszystkim miałabym wiedzę, co z tymi pieniędzmi zrobić.
To ogromna różnica.
Bo znacznie łatwiej podejmuje się decyzje, kiedy rozumiemy, dlaczego coś robimy.
🛟 Najpierw poduszka bezpieczeństwa
Jest jedna rzecz, którą uważam za absolutne „must have”.
Poduszka finansowa.
Pierwszym celem byłoby uzbieranie około 2000 zł.
To kwota, która często wystarczy na nagłą awarię samochodu, zepsutą pralkę, dentystę albo niespodziewany wydatek.
Dzięki temu nie trzeba od razu sięgać po kredyt czy kartę kredytową.
Następnie budowałabym poduszkę bezpieczeństwa na minimum trzy miesiące podstawowych kosztów życia.
Podkreślam – podstawowych.
Czyli:
czynsz,
prąd,
woda,
internet,
telefon,
ubezpieczenia,
jedzenie,
leki,
transport.
Dopiero później inwestowałabym coraz większe kwoty.
Docelowo chciałabym mieć poduszkę nawet na 12 miesięcy życia.
Ale nie budowałabym jej za wszelką cenę od razu.
Trzy miesiące jak najszybciej.
Resztę spokojnie przez kolejne lata.
Systematycznie.
Bez presji.
To właśnie strategia żółwia najbardziej do mnie przemawia.
📅 Jak wyglądałby mój pierwszy rok?
Pierwsze trzy miesiące poświęciłabym na naukę finansów osobistych.
Kolejne miesiące na poznawanie ETF-ów, IKE, IKZE oraz PPK.
Dopiero pod koniec roku otworzyłabym konto maklerskie i zaczęła inwestować pierwsze większe kwoty.
Nie dlatego, że wcześniej nie wolno.
Po prostu uważam, że wiedza daje znacznie większy spokój.
A spokojny inwestor podejmuje lepsze decyzje.
🌱 Nie trzeba być ekspertem
Bardzo często początkujący szukają idealnego momentu.
Idealnej spółki.
Idealnego ETF-u.
Idealnego kursu.
A prawda jest dużo prostsza.
Nie trzeba wiedzieć wszystkiego.
Wystarczy wiedzieć trochę więcej niż wczoraj.
I robić to regularnie.
Bo największe majątki najczęściej nie powstają dzięki jednej genialnej decyzji.
Powstają dzięki setkom małych, nudnych i powtarzalnych działań wykonywanych przez wiele lat.
To właśnie dlatego tak bardzo lubię długoterminowe inwestowanie.
Nie wymaga ciągłego zgadywania.
Wymaga cierpliwości.
A cierpliwość bardzo często okazuje się najcenniejszym aktywem inwestora.
📚 To wpis z serii Portfel z Werandy
Zobacz wszystkie posty ➡️
https://lesnakapitalistka.com/category/portfel-z-werandy/
Disclaimer:
Wpis ma charakter osobistej refleksji i nie stanowi porady inwestycyjnej ani finansowej. Każda decyzja inwestycyjna wiąże się z ryzykiem i powinna być podejmowana samodzielnie.
Dodaj komentarz