
Witaj Czytelniku!
Dzisiaj chciałabym poruszyć temat, który chyba najbardziej odstrasza ludzi rozpoczynających przygodę z finansami osobistymi.
Budżet domowy.
Nie wiem dlaczego, ale praktycznie każda osoba, z którą rozmawiam – niezależnie od tego, czy zarabia minimalną krajową, średnią krajową czy kilka razy więcej – reaguje na słowo „budżet” niemal tak samo.
„To za dużo liczenia.”
„Nie mam na to czasu.”
„Nie chcę zapisywać każdej bułki za 30 groszy.”
I właśnie tutaj zaczyna się największe nieporozumienie.
Budżet nie jest księgowością
Mam wrażenie, że wiele osób wyobraża sobie budżet jako wielką tabelę, do której codziennie trzeba wpisywać każdą wydaną złotówkę.
Dla mnie to nie ma większego sensu.
Oczywiście są osoby, które lubią tak prowadzić swoje finanse i świetnie się w tym odnajdują.
Ja jednak patrzę na budżet zupełnie inaczej.
Budżet nie ma kontrolować każdego zakupu.
Ma pokazać, gdzie płyną nasze pieniądze.
I to w zupełności wystarcza.
Co zauważyłam u innych?
Przez ostatnie lata udało mi się przekonać kilka osób do stworzenia bardzo prostego budżetu.
Nie rozbudowanego Excela.
Nie aplikacji z setkami kategorii.
Po prostu zwykłego zestawienia miesięcznych wydatków.
I wiesz, co było najciekawsze?
Praktycznie każda z tych osób po kilku tygodniach mówiła mi to samo.
„Jakoś jestem spokojniejsza.”
To mnie bardzo zaskoczyło.
Bo stworzenie budżetu wydaje się stresujące.
A w praktyce… zmniejsza stres.
Dlaczego?
Bo nagle przestajesz się zastanawiać, gdzie znikają pieniądze.
Po prostu to wiesz.
Jak wygląda mój budżet?
Jest bardzo prosty.
Nie śledzę każdej złotówki.
Nie zapisuję każdego batonika ani każdej kawy.
Mój budżet to po prostu podział pensji na najważniejsze kategorie.
Między innymi:
- żywność,
- czynsz,
- media,
- telefon i internet,
- paliwo,
- ubezpieczenia,
- zdrowie,
- inwestycje,
- poduszka finansowa.
I tyle.
Nie potrzebuję niczego więcej.
Najważniejsze jest dla mnie to, że wiem, ile mniej więcej wydaję na każdą z tych kategorii.
Przykładowo – na żywność przeznaczam około 400 zł miesięcznie.
Nie dlatego, że sobie tak wymyśliłam.
Po prostu sprawdziłam wydatki z ostatnich kilku lat i wyszło mi, że właśnie tyle średnio wydaję.
To nie jest zgadywanie.
To są dane.
Jak zacząć budżetowanie?
Moim zdaniem najprościej.
Nie od jutra.
Nie od przyszłego miesiąca.
Tylko od spojrzenia w przeszłość.
Weź historię swoich wydatków z ostatnich trzech miesięcy.
Sprawdź:
- ile kosztowało Cię jedzenie,
- ile paliwo,
- ile rachunki,
- ile rozrywka,
- ile zakupy impulsywne.
Już po kilku minutach zobaczysz, gdzie naprawdę płyną Twoje pieniądze.
I gwarantuję Ci jedno.
Kilka kategorii bardzo Cię zaskoczy.
Mój ulubiony system
Od kilku lat stosuję zasadę, o której pisałam już wcześniej.
Każdy grosz z pensji ma swoje zadanie.
Dzielę go na trzy części.
🍞 Chleb
Czyli wszystko, co jest potrzebne do codziennego życia.
Jedzenie.
Rachunki.
Paliwo.
Media.
Telefon.
Internet.
🌱 Zasiew
Czyli pieniądze przygotowane na nieprzewidziane wydatki.
Awarie.
Naprawy.
Nagłe sytuacje.
Po prostu amortyzator codziennego życia.
🏰 SAS
To moja przyszłość.
Znajdują się tutaj:
- poduszka finansowa,
- IKZE,
- przyszłe IKE,
- pozostałe inwestycje,
- projekty, które mają zapracować na moje FIRE.
Dzięki temu każda złotówka ma swoje konkretne zadanie.
Największa zaleta?
Paradoksalnie… brak stresu.
W moim budżecie uwzględnione jest praktycznie wszystko.
Mam pieniądze na:
- gry,
- książki,
- hobby,
- paliwo,
- prezenty,
- wyjazdy,
- inwestycje,
- poduszkę finansową.
Nie dlatego, że jestem bogata.
Tylko dlatego, że wcześniej zaplanowałam, ile mogę na to przeznaczyć.
Kiedy kupuję nową grę albo książkę, nie mam wyrzutów sumienia.
Bo wiem, że korzystam z pieniędzy przeznaczonych właśnie na ten cel.
Budżet daje wolność
To chyba największy paradoks finansów osobistych.
Większość ludzi uważa, że budżet ogranicza.
Ja uważam dokładnie odwrotnie.
To brak budżetu ogranicza najbardziej.
Bo kiedy nie wiesz, gdzie znikają Twoje pieniądze, każda większa decyzja finansowa wiąże się z niepewnością.
A kiedy masz prosty plan, wszystko staje się spokojniejsze.
Nie musisz zastanawiać się, czy możesz sobie na coś pozwolić.
Po prostu zaglądasz do odpowiedniej kategorii.
Jeżeli są tam środki – kupujesz.
Jeżeli ich nie ma – spokojnie czekasz.
Bez wyrzutów sumienia.
Bez stresu.
I właśnie dlatego uważam, że budżet domowy nie jest narzędziem do ograniczania życia.
Jest narzędziem, które pozwala odzyskać nad nim kontrolę.
A od kontroli nad pieniędzmi do budowania majątku jest już naprawdę bardzo krótka droga.
📚 To wpis z serii Portfel z Werandy
Zobacz wszystkie posty ➡
https://lesnakapitalistka.com/category/portfel-z-werandy/
Dodaj komentarz