Young woman typing code on a laptop at a desk with books and plants

🏡 Portfel z Werandy #65: Dlaczego moja pierwsza inwestycja nie trafiła na giełdę

Aktualny obrazek: Young woman typing code on a laptop at a desk with books and plants

Kiedy słyszysz hasło „pierwsza inwestycja”, co pojawia Ci się przed oczami?

Pierwsze akcje?

ETF-y?

Kryptowaluty?

Poszukiwanie idealnego brokera?

Jeszcze kilka lat temu pewnie odpowiedziałabym podobnie.

Dzisiaj jednak mam zupełnie inną odpowiedź.

Moja pierwsza inwestycja nie trafiłaby ani na giełdę, ani do ETF-ów, ani nawet do obligacji.

Zainwestowałabym… w siebie.

📚 Pierwsze 1000 zł przeznaczyłabym na wiedzę

Gdybym dziś zaczynała wszystko od zera, odłożyłabym około 1000 zł i nie kupiłabym za nie ani jednej akcji.

Kupiłabym wiedzę.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że dzisiaj można uczyć się od najlepszych uczelni świata, nie studiując na nich.

Uniwersytety takie jak Yale czy Harvard udostępniają wiele kursów online. Część z nich jest darmowa, a za niewielką opłatą można uzyskać certyfikat potwierdzający ukończenie szkolenia.

Do tego dochodzą platformy edukacyjne, kursy zawodowe, szkolenia branżowe czy specjalistyczne webinary.

1000 zł potrafi otworzyć naprawdę wiele drzwi.

A zdobyta wiedza może przez kolejne lata zwiększać nasze zarobki.

To najlepsza stopa zwrotu, jaką znam.

Nawet Excel może być inwestycją

Sama niedawno rozpoczęłam kurs… Excela.

Brzmi mało ekscytująco?

Może trochę.

Ale właśnie dzięki takim umiejętnościom łatwiej zarządzam swoim budżetem, analizuję inwestycje i prowadzę własną, domową księgowość.

Nie każda inwestycja musi wyglądać spektakularnie.

Czasami najlepszą decyzją jest nauczenie się narzędzia, z którego będziemy korzystać przez następne kilkanaście lat.

Dlatego pierwszy rok poświęciłabym przede wszystkim na naukę.

Kursy.

Książki.

Podcasty.

Rozwijanie umiejętności.

A pieniądze, które w przyszłości chciałabym inwestować, spokojnie odkładałabym na koncie.

🛟 Dopiero później budowałabym poduszki bezpieczeństwa

Drugim krokiem nie byłaby nadal giełda.

Byłaby nim poduszka bezpieczeństwa.

I nie bez powodu.

Poduszka finansowa nie zarabia 10% rocznie.

Nie pobija indeksów.

Nie daje emocji.

Ale robi coś znacznie ważniejszego.

Chroni nasze przyszłe inwestycje… przed nami samymi.

Bo kiedy wydarzy się coś niespodziewanego, nie musimy sprzedawać akcji w najgorszym możliwym momencie.

Nie sięgamy po chwilówki.

Nie zadłużamy się.

Nie podejmujemy decyzji pod wpływem paniki.

Pierwszy cel? 2000 zł

Pierwsza poduszka wcale nie musi być ogromna.

Moim zdaniem wystarczy około 2000 zł.

Najlepiej trzymać ją na koncie oszczędnościowym lub krótkoterminowej lokacie, aby w razie potrzeby pieniądze były dostępne praktycznie od ręki.

To fundusz na awarie życia.

Popsuta pralka.

Naprawa samochodu.

Nieprzewidziany wydatek.

Te kilka tysięcy złotych potrafi uratować cały plan inwestycyjny.

Druga poduszka – spokojnie, bez pośpiechu

Kolejnym etapem jest większa poduszka bezpieczeństwa.

Docelowo warto mieć odłożone środki odpowiadające 12 miesiącom podstawowych kosztów życia.

Ale nie chcę, żeby kogoś to przeraziło.

Ja sama nie zbudowałam jej w kilka miesięcy.

Wręcz przeciwnie.

Na początku skupiłabym się wyłącznie na zgromadzeniu 3 miesięcy niezbędnych wydatków.

Czynsz.

Prąd.

Internet.

Jedzenie.

Ubezpieczenia.

Leki.

To absolutne minimum potrzebne do spokojnego funkcjonowania.

Dopiero później, już bez presji, co miesiąc powiększałabym tę poduszkę o kolejne niewielkie kwoty.

Dokładnie tak robię do dziś.

Obecnie mam odłożone około 10 miesięcy kosztów życia, a każdego miesiąca dokładam kolejne 150 zł, aż osiągnę swój cel, czyli pełne 12 miesięcy.

Nie ścigam się z nikim.

Buduję swoje bezpieczeństwo krok po kroku.

📈 Giełda może poczekać

Dopiero po wykonaniu tych dwóch kroków zacząłabym inwestować na rynku.

Bo wtedy wiem, że moje inwestycje nie będą zależały od tego, czy w przyszłym miesiącu zepsuje się lodówka albo samochód.

Mam fundament.

Mam plan.

Mam spokój.

I właśnie dlatego uważam, że pierwszą inwestycją nie powinny być akcje.

Powinna być wiedza.

Drugą – bezpieczeństwo finansowe.

A dopiero trzecią – rynek kapitałowy.

Bo inwestowanie nie zaczyna się od kupienia pierwszego ETF-a.

Zaczyna się od zbudowania człowieka, który będzie potrafił inwestować spokojnie przez następne 30 czy 40 lat.

I właśnie taka kolejność najbardziej do mnie przemawia.

📚 To wpis z serii Portfel z Werandy.

Zobacz wszystkie posty ➡️
https://lesnakapitalistka.com/category/portfel-z-werandy/

Disclaimer:
Wpis ma charakter osobistej refleksji i nie stanowi porady inwestycyjnej ani finansowej. Każda decyzja inwestycyjna wiąże się z ryzykiem i powinna być podejmowana samodzielnie.