
Kiedy kilka lat temu zaczynałam interesować się finansami, wydawało mi się, że inwestowanie to ciągłe śledzenie wykresów, nerwy i codzienne podejmowanie decyzji.
Dzisiaj, po kilku latach, wygląda to zupełnie inaczej.
Moje inwestowanie jest… nudne.
I właśnie dlatego działa.
Nie szukam okazji dnia.
Nie próbuję przewidzieć kolejnego krachu.
Nie zmieniam strategii co miesiąc.
Mam plan, którego po prostu się trzymam.
Dzisiaj pokażę Wam, jak wygląda mój rok inwestycyjny i dlaczego uważam, że automatyzacja jest jednym z najlepszych przyjaciół inwestora.
📅 IKZE – mój absolutny priorytet
Od 2020 roku regularnie wykorzystuję limit wpłat na IKZE.
W 2026 roku wynosi on 11 304 zł, co daje średnio około 942 zł miesięcznie.
Czy właśnie tyle wpłacam każdego miesiąca?
Nie.
Obecnie wpłacam około 700 zł miesięcznie.
Dlaczego mniej?
Bo pozostałą część limitu uzupełniam pieniędzmi ze zwrotu podatku za poprzedni rok oraz środkami z kończącej się lokaty ubezpieczeniowej, z której stopniowo wychodzę.
Uznałam, że nie znajdę dla tych pieniędzy lepszego miejsca niż właśnie IKZE.
To sprawia, że limit wykorzystuję praktycznie w całości, ale nie muszę co miesiąc odkładać prawie tysiąca złotych z bieżącej pensji.
Dlaczego wolę wpłacać co miesiąc?
Wiele osób czeka do grudnia i wtedy jednorazowo wpłaca cały limit.
Ja wolę podejść do tego spokojniej.
700 zł miesięcznie nie wydaje mi się ogromną kwotą.
Oczywiście, patrząc procentowo, to prawie 18% mojej pensji.
Ale psychologicznie jest to dużo łatwiejsze niż jednorazowe znalezienie ponad 11 tysięcy złotych pod koniec roku.
Regularność wygrywa z perfekcją.
A inwestowanie ma być nawykiem, a nie corocznym stresem.
🏦 PPK robi się praktycznie samo
Drugim filarem mojego planu jest PPK.
Tutaj nie muszę robić praktycznie nic.
Składki pobierane są automatycznie z wynagrodzenia.
W moim przypadku oznacza to około 100–110 zł miesięcznie z mojej pensji.
Do tego dochodzą:
- wpłaty pracodawcy,
- dopłaty od państwa.
Dla mnie są to po prostu dodatkowe pieniądze.
Dlatego od początku programu, czyli od 2019 roku, nigdy się z niego nie wypisałam.
I nie zamierzam tego robić.
Dlaczego nie rozumiem masowych wypłat z PPK?
Czasami mam wrażenie, że wiele osób chce za wszelką cenę „przechytrzyć system”.
Problem polega na tym, że często… okradają samych siebie.
Owszem, środki z PPK można wypłacić w dowolnym momencie.
Ale warto wiedzieć, co wtedy się dzieje.
Na konto bankowe otrzymujemy:
- 100% własnych wpłat,
- 70% wpłat pracodawcy,
- wypracowane zyski (pomniejszone o podatek Belki).
Natomiast:
- 30% wpłat pracodawcy trafia na nasze subkonto w ZUS,
- wszystkie dopłaty od państwa wracają do Funduszu Pracy.
Czyli część pieniędzy zamiast dalej pracować dla nas w PPK, trafia do systemu emerytalnego.
Moim zdaniem jest to najmniej korzystny scenariusz.
Wyjątkiem są sytuacje przewidziane w ustawie, takie jak wykorzystanie środków na wkład własny do pierwszego mieszkania czy wypłata związana z poważną chorobą. W takich przypadkach PPK pokazuje swoją prawdziwą wartość jako dodatkowe zabezpieczenie.
ZUS daje mi do myślenia
Im bardziej interesuję się finansami, tym częściej zastanawiam się nad pewnym porównaniem.
Przy pensji minimalnej do ZUS każdego miesiąca trafia ponad 2000 zł składek emerytalnych (łącznie od pracownika i pracodawcy).
Prognozy pokazują jednak, że przyszła emerytura z tego systemu może wynosić jedynie około 25–30% ostatniego wynagrodzenia.
To właśnie dlatego tak bardzo zależy mi na budowaniu własnych filarów emerytalnych.
Gdyby identyczne kwoty można było samodzielnie inwestować przez kilkadziesiąt lat z rozsądną stopą zwrotu, zgromadzony kapitał byłby wielokrotnie większy.
Nie oznacza to, że ZUS jest zły – po prostu nie chcę opierać całej swojej przyszłości wyłącznie na jednym systemie.
📈 A co z IKE?
Na razie jeszcze nie wpłacam na IKE.
Nie dlatego, że uważam je za słaby produkt.
Wręcz przeciwnie.
Po prostu realizuję swój plan krok po kroku.
Obecnie kończę budowę 12-miesięcznej poduszki bezpieczeństwa.
Kiedy osiągnę ten cel, środki, które dziś przeznaczam na poduszkę, automatycznie zaczną zasilać właśnie IKE.
Planuję wpłacać około 150 zł miesięcznie.
Nie jest to ogromna kwota.
Ale w inwestowaniu liczy się przede wszystkim czas.
Przy regularnych wpłatach i długim horyzoncie nawet taka suma może urosnąć do kilkudziesięciu, a nawet ponad stu tysięcy złotych.
Wszystko według planu
Najbardziej cieszy mnie to, że dzisiaj praktycznie niczego już nie muszę pilnować.
Mam ustalone cele.
Mam ustalone kwoty.
Mam ustaloną kolejność.
Najpierw:
- poduszka bezpieczeństwa,
- IKZE,
- PPK,
- a po zakończeniu budowy poduszki również IKE.
Nie zastanawiam się codziennie, co zrobić z pieniędzmi.
Plan podejmuje tę decyzję za mnie.
Na koniec
Po sześciu latach inwestowania doszłam do jednego prostego wniosku.
Najlepszy plan inwestycyjny to nie ten najbardziej skomplikowany.
Najlepszy plan to taki, którego jesteś w stanie trzymać się przez 20, 30 czy nawet 40 lat.
Nie musi być idealny.
Nie musi dawać najwyższych możliwych stóp zwrotu.
Ma po prostu działać.
Bo majątek najczęściej buduje się nie dzięki jednemu genialnemu ruchowi.
Buduje się go dzięki setkom zwyczajnych, nudnych decyzji powtarzanych miesiąc po miesiącu.
I właśnie takie inwestowanie najbardziej do mnie przemawia.
📚 To wpis z serii Kapitalistyczne Piątki.
Zobacz wszystkie posty ➡️
https://lesnakapitalistka.com/category/kapitalistyczne-piatki/
Disclaimer:
Wpis ma charakter osobistej refleksji i nie stanowi porady inwestycyjnej ani finansowej. Każda decyzja inwestycyjna wiąże się z ryzykiem i powinna być podejmowana samodzielnie.
Dodaj komentarz