Twisted tree with golden leaves growing from a pile of coins

🌿 Portfel z Werandy #75: Co zrobić z pierwszymi pieniędzmi zarobionymi przez portfel?

Aktualny obrazek: Twisted tree with golden leaves growing from a pile of coins

Witaj, Czytelniku!

Jest taki moment w inwestowaniu, który moim zdaniem jest trochę magiczny.

Nie jest to pierwsze 1000 zł wpłacone na rachunek.

Nie jest to nawet pierwsze 10 000 zł wartości portfela.

Dla mnie takim momentem jest chwila, kiedy portfel zaczyna sam przynosić pieniądze.

Pierwsza dywidenda.

Pierwsze odsetki.

Pierwszy kupon z obligacji.

Pierwszy zysk, który nie pochodzi bezpośrednio z naszej pracy.

I wtedy pojawia się bardzo ciekawe pytanie:

Co właściwie zrobić z tymi pieniędzmi?

Wydać?

Zostawić?

Zainwestować ponownie?

A może potraktować je jako małą nagrodę?

I tutaj zaczyna się cała zabawa. 😉


💰 Pierwsze pieniądze z inwestycji smakują inaczej

Pamiętam, że kiedy zaczynałam inwestować, dywidendy były dla mnie czymś trochę abstrakcyjnym.

Kupujesz akcję.

Mija jakiś czas.

I nagle na rachunku pojawia się kilka złotych.

Niby niewiele.

Ale te pieniądze nie przyszły z dodatkowej godziny pracy.

Nie dostałam za nie premii.

Nie musiałam brać dodatkowej zmiany.

Po prostu posiadałam kawałek firmy, która wypłaciła część swoich zysków akcjonariuszom.

I wtedy zaczęłam rozumieć, dlaczego tak bardzo podoba mi się inwestowanie dochodowe.


🔄 Reinwestować czy wydawać?

To chyba najważniejsze pytanie.

Jeżeli portfel wypłacił nam 50 zł, możemy zrobić z nimi właściwie wszystko.

Możemy kupić kawę.

Możemy odłożyć na wakacje.

Możemy kupić kolejną akcję.

Możemy zasilić poduszkę bezpieczeństwa.

Możemy przeznaczyć pieniądze na coś, czego naprawdę potrzebujemy.

Nie ma jednej prawidłowej odpowiedzi.

Ale jeżeli jesteśmy dopiero na początku drogi, ja zdecydowanie skłaniałabym się ku reinwestowaniu większości takich pieniędzy.

Dlaczego?

Bo właśnie wtedy budujemy efekt kuli śnieżnej.


❄️ Mała dywidenda tworzy kolejną dywidendę

Załóżmy bardzo uproszczony przykład.

Portfel wypłacił nam 100 zł.

Reinwestujemy te 100 zł.

Kupujemy za nie kolejne aktywa.

One również zaczynają przynosić dochód.

Może niewielki.

Ale jednak.

Później dokładamy kolejne własne pieniądze.

Do tego dochodzi kolejna dywidenda.

I jeszcze jedna.

I kolejna.

Po kilku latach zaczynamy mieć sytuację, w której część naszego kapitału została zbudowana nie tylko z naszych wpłat, ale również z pieniędzy wygenerowanych przez wcześniejsze inwestycje.

To właśnie lubię w procencie składanym.

Na początku wygląda trochę jak żart.

A później zaczyna robić się ciekawie.


🐢 Ale nie musisz reinwestować wszystkiego

Tutaj jednak dodam bardzo ważne „ale”.

Nie uważam, że każdą złotówkę z inwestycji trzeba natychmiast wrzucać z powrotem do portfela.

To może być świetna strategia.

Ale nie musi być jedyną.

Jeżeli ktoś inwestuje przez 20 lat i nigdy nie pozwala sobie zobaczyć żadnego efektu swojej pracy, to może się w pewnym momencie okazać, że samo oszczędzanie przestaje być przyjemne.

A przecież pieniądze mają służyć również do życia.

Dlatego można ustalić sobie własną zasadę.

Na przykład:

80% reinwestuję, 20% wydaję.

Albo:

wszystko reinwestuję do momentu osiągnięcia określonej kwoty portfela.

Albo:

dywidendy przeznaczam na konkretne cele.

Nie chodzi o to, żeby stworzyć kolejną sztywną regułę.

Chodzi o to, żeby pieniądze nie rozpływały się przypadkiem.


📊 Ja patrzę na dywidendy trochę inaczej

U mnie dywidendy są częścią większego systemu.

Prowadzę dokładne zestawienie przychodów dywidendowych z portfela.

Nie sprawdzam go codziennie.

Nie ma takiej potrzeby.

Zaglądam mniej więcej 2–3 razy w miesiącu.

Dwa razy sprawdzam, ile pieniędzy przyszło z dywidend.

A trzeci raz jest zwykle związany z moją miesięczną inwestycją.

Czasami w taki dzień siedzę przy portfelu przez kilka godzin.

Analizuję.

Sprawdzam.

Zastanawiam się nad zakupami.

A czasami po prostu wpadam, składam zlecenie i wychodzę.

I to jest właśnie coś, co bardzo lubię.

Nie muszę zajmować się portfelem codziennie.


🍰 Dywidendy są kolejnym składnikiem mojego ciasta

Jeżeli czytaliście moje wcześniejsze wpisy o „cieście inwestycyjnym”, to wiecie, że lubię patrzeć na portfel jako na całość.

Wpłata z pensji to jeden składnik.

Dywidendy to kolejny.

Odsetki kolejny.

Wzrost wartości aktywów kolejny.

I z czasem te wszystkie elementy zaczynają się ze sobą łączyć.

Dlatego nie patrzę na pojedynczą dywidendę:

„O, dostałam 23 zł.”

Tylko raczej:

„Mój portfel wygenerował kolejną porcję pieniędzy, które mogę wykorzystać zgodnie z moim planem.”

To zupełnie inna perspektywa.


🧠 Największym błędem jest brak decyzji

I tutaj dochodzimy do czegoś, co moim zdaniem jest ważniejsze niż sama kwota.

Warto wcześniej wiedzieć, co zrobimy z pieniędzmi.

Bo jeżeli dywidenda wpada na konto i nie mamy żadnego planu, bardzo łatwo potraktować ją jak „darmowe pieniądze”.

A darmowe pieniądze mają dziwną właściwość.

Znikają wyjątkowo szybko. 😂

Dlatego można ustalić prostą zasadę:

„Każda dywidenda trafia na konto inwestycyjne.”

Albo:

„Dywidendy poniżej określonej kwoty kumuluję, a później wykorzystuję przy większym zakupie.”

Albo:

„Część reinwestuję, a część przeznaczam na przyjemności.”

Każda z tych metod jest lepsza niż przypadkowe wydawanie.


🌱 Z czasem zmienia się znaczenie tych pieniędzy

Na początku 20 zł z dywidendy może wydawać się śmiesznie małą kwotą.

Potem jest 50 zł.

100 zł.

500 zł.

1000 zł.

I pewnego dnia patrzysz na zestawienie roczne i okazuje się, że portfel wygenerował kwotę, która odpowiada kilku dodatkowym wypłatom.

I wtedy zaczynasz widzieć sens całej tej nudnej roboty.

Tych wszystkich małych przelewów.

Tego pilnowania budżetu.

Tego odkładania pieniędzy zamiast wydania ich od razu.

Tego siedzenia nad analizą spółki.

Tego czekania.

Bo kapitał zaczyna pracować.


☕ A można też po prostu czasami się ucieszyć

I tego również nie wolno zapominać.

Jeżeli kiedyś dostanę dywidendę, która pozwoli mi kupić coś, na co mam ochotę, to nie zamierzam udawać, że pieniądze nie istnieją.

Nie buduję portfela po to, żeby umrzeć z największym możliwym saldem na rachunku.

Buduję go po to, żeby mieć większą wolność wyboru.

Czasami będzie to kolejna inwestycja.

Czasami poduszka bezpieczeństwa.

Czasami coś potrzebnego.

A czasami zwyczajnie dobra książka, gra albo coś, co sprawi mi przyjemność.

Bo nawet najbardziej kapitalistyczny portfel powinien pamiętać, że jego właściciel jest człowiekiem. 😉


🌲 Mój sposób na pierwsze pieniądze z portfela

Gdybym miała zamknąć to wszystko w kilku prostych zasadach, wyglądałoby to tak:

1. Najpierw ustal, co chcesz osiągnąć.

2. Nie traktuj dywidend i odsetek jak pieniędzy „znikąd”.

3. Jeżeli jesteś na początku drogi, rozważ reinwestowanie większości dochodu.

4. Zostaw sobie jednak trochę przestrzeni na korzystanie z efektów swojej pracy.

5. Najważniejsze jest to, żeby mieć zasadę przed otrzymaniem pieniędzy, a nie wymyślać ją pięć minut później.

Bo inwestowanie to nie tylko kupowanie aktywów.

To również decydowanie, co robimy z tym, co te aktywa później nam oddają.

A właśnie wtedy zaczynamy przechodzić od zwykłego oszczędzania do budowania własnego systemu finansowego.

I chyba właśnie to podoba mi się w inwestowaniu najbardziej.

Na początku to my dokładamy pieniądze do portfela.

A po pewnym czasie…

portfel zaczyna dokładać się do nas. 🌿


📚 To wpis z serii Portfel z Werandy

Zobacz wszystkie posty ➡
https://lesnakapitalistka.com/category/portfel-z-werandy/

⚠️ Disclaimer

Ten wpis przedstawia moje osobiste podejście do inwestowania i finansów osobistych i ma charakter edukacyjny. Nie stanowi indywidualnej porady finansowej ani rekomendacji inwestycyjnej. Każda osoba powinna dopasować swoje decyzje do własnej sytuacji finansowej, celów i tolerancji ryzyka. Inwestowanie wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości kapitału, a wypłata dywidendy nie jest gwarantowana.


Komentarze

Skomentuj