
Witaj, Czytelniku!
Ostatnio pisałam o tym, jak często zaglądać do swojego portfela inwestycyjnego.
I tutaj pojawia się kolejne pytanie.
Skoro już zaglądamy do tego naszego małego finansowego ogródka, to co zrobić, kiedy zobaczymy coś, co zaczyna nam się nie podobać?
Sprzedać?
No właśnie.
I o dziwo uważam, że jedną z najtrudniejszych rzeczy w inwestowaniu nie jest rozpoczęcie.
Nie jest nawet zakup pierwszych akcji.
Najtrudniejsza może być sprzedaż.
🏠 Dlaczego tak trudno się rozstać?
Kiedy kupujemy akcje, zaczynamy mieć do nich pewnego rodzaju przywiązanie.
Nawet jeżeli jest to zwykły kawałek firmy zapisany na naszym rachunku maklerskim.
Patrzymy:
„Kupiłam po 80 zł, teraz jest po 110 zł.”
Albo:
„Kupiłam, spadło o 30%, ale przecież może odbić.”
I zaczynamy tworzyć historię.
Może firma ma tylko przejściowe problemy.
Może wróci do wypłacania dywidendy.
Może zarząd coś poprawi.
Może kolejny kwartał będzie lepszy.
I nagle zamiast analizować spółkę, zaczynamy jej kibicować.
A to już może być niebezpieczne.
Bo inwestowanie nie jest konkursem lojalności wobec firmy.
📉 Czy spadek ceny jest powodem do sprzedaży?
Moim zdaniem niekoniecznie.
To chyba jedna z najważniejszych rzeczy, których nauczyłam się przez kilka lat inwestowania.
Jeżeli kupiliśmy dobrą spółkę zgodną z naszą strategią, a jej kurs spadł, sam spadek ceny nie musi oznaczać, że nagle przestała być dobrą inwestycją.
Giełda potrafi być nerwowa.
Czasami bardzo.
Jeżeli sprzedawalibyśmy wszystko tylko dlatego, że wykres zrobił:
📉
to prawdopodobnie bardzo często sprzedawalibyśmy w najgorszym możliwym momencie.
Dlatego dla mnie ważniejsze od pytania:
„Ile jestem na minusie?”
jest pytanie:
„Czy powód, dla którego kupiłam tę spółkę, nadal istnieje?”
🔎 Co może być powodem do sprzedaży?
Tutaj zaczyna się już prawdziwa analiza.
Załóżmy, że kupujemy akcje firmy dlatego, że:
- ma stabilny biznes,
- regularnie zwiększa dywidendę,
- ma odpowiednią dla nas sytuację finansową,
- spełnia nasze kryteria,
- pasuje do naszej strategii.
I po kilku latach sytuacja się zmienia.
Firma zaczyna mieć coraz większe problemy.
Dywidenda zostaje mocno obcięta albo całkowicie zawieszona.
Zadłużenie zaczyna rosnąć do poziomu, który nam nie odpowiada.
Biznes traci przewagę, na której opieraliśmy swoją decyzję.
Albo po prostu okazuje się, że nasza początkowa analiza była błędna.
Wtedy sprzedaż może być logicznym elementem strategii.
Nie dlatego, że jesteśmy źli na spółkę.
Po prostu przestała spełniać nasze założenia.
❤️ I tutaj mam osobisty problem
Przyznam się.
Mam większy problem ze sprzedażą akcji niż z ich kupowaniem.
Kupowanie jest proste.
Klik.
Zlecenie.
Gotowe.
Sprzedaż natomiast powoduje u mnie czasami dziwne uczucie:
„Może jeszcze poczekam?”
„Może wznowią wypłaty?”
„Może problemy są tylko chwilowe?”
„Może jednak się odbiją?”
I tak można odkładać decyzję miesiącami.
To jest właśnie ten moment, w którym trzeba sobie przypomnieć:
akcja nie jest członkiem rodziny.
To inwestycja.
Jeżeli przestała spełniać nasze założenia, sentyment nie poprawi jej wyników finansowych.
🧠 Dlatego warto mieć zasady sprzedaży ZANIM pojawi się problem
To jest coś, co bardzo mi się podoba w prostych systemach inwestycyjnych.
Nie musimy za każdym razem wymyślać strategii od początku.
Możemy wcześniej określić:
„W jakiej sytuacji sprzedaję?”
Na przykład:
- kiedy spółka trwale przestaje spełniać moje podstawowe kryteria,
- kiedy moja strategia inwestycyjna się zmienia,
- kiedy ryzyko staje się dla mnie zbyt duże,
- kiedy aktywo przestaje pasować do mojego planu,
- kiedy doszło do błędu w pierwotnej analizie.
I wtedy decyzja jest znacznie prostsza.
Nie:
„Czy sprzedać, bo się boję?”
Tylko:
„Czy został spełniony mój warunek sprzedaży?”
To ogromna różnica.
🪴 A co z rebalancingiem?
Jest jeszcze jeden powód sprzedaży, który nie ma nic wspólnego z tym, że inwestycja jest zła.
Rebalancing.
Załóżmy, że chcemy mieć określony podział naszego portfela.
Jedna część to akcje.
Inna obligacje.
Jeszcze inna gotówka czy metale.
Po kilku latach rynek robi swoje i nagle proporcje mocno się zmieniają.
Wtedy możemy chcieć przywrócić wcześniejsze założenia.
Ale tutaj również nie trzeba biegać z kalkulatorem co tydzień.
Moim zdaniem inwestowanie długoterminowe powinno być raczej nudne.
Jeżeli codziennie musimy coś poprawiać, to być może zbudowaliśmy zbyt skomplikowany system.
🧺 Nie trzeba sprzedawać wszystkiego
I tutaj kolejna rzecz, o której często zapominamy.
Sprzedaż nie musi oznaczać:
„Pozbywam się całej pozycji.”
Czasami wystarczy zmniejszyć udział.
Czasami można po prostu przestać dokupywać daną inwestycję i skierować nowe pieniądze gdzie indziej.
To również może być element zarządzania portfelem.
Zwłaszcza jeżeli nie chcemy wykonywać niepotrzebnych transakcji.
Bo pamiętajmy, że sprzedaż może mieć również konsekwencje podatkowe, prowizyjne czy wynikające z naszego sposobu inwestowania.
Dlatego zanim klikniemy „sprzedaj”, warto wiedzieć dlaczego właściwie to robimy.
🌲 Moja zasada jest prosta
Nie chcę sprzedawać dlatego, że wykres jest czerwony.
Nie chcę sprzedawać dlatego, że internet krzyczy:
„SPRZEDAWAĆ!!!”
Nie chcę również trzymać czegoś tylko dlatego, że kiedyś to kupiłam.
Chcę sprzedawać wtedy, kiedy moja teza inwestycyjna przestaje się zgadzać z rzeczywistością.
I właśnie dlatego uważam, że przed zakupem warto zapisać sobie:
Dlaczego to kupuję?
Bo kilka lat później możemy wrócić do tej notatki i sprawdzić:
Czy nadal mam ten sam powód?
Jeżeli tak — spokojnie.
Jeżeli nie — trzeba przynajmniej poważnie zastanowić się nad decyzją.
☕ Inwestowanie to również umiejętność rozstania się
Czasami inwestowanie przypomina trochę ogród.
Nie wystarczy tylko sadzić.
Trzeba również czasami coś przyciąć.
A czasami wyrwać roślinę, która już nie pasuje do całego ogrodu.
Nie dlatego, że była zła.
Po prostu ogród się zmienił.
Z portfelem jest podobnie.
Nie każda inwestycja musi zostać z nami na zawsze.
I chyba właśnie tego uczę się najbardziej.
Kupowanie nauczyło mnie cierpliwości.
Spadki nauczyły mnie, że czerwony kolor na wykresie nie oznacza końca świata.
Dywidendy nauczyły mnie, że małe przepływy z czasem robią się całkiem przyjemne.
A sprzedaż?
Sprzedaż chyba dopiero uczy mnie, że inwestowanie nie polega na przywiązaniu do posiadanych aktywów, tylko na trzymaniu się własnego planu.
I być może jest to jedna z najtrudniejszych lekcji inwestora.
Bo czasami najtrudniejsze kliknięcie na rachunku maklerskim nie brzmi:
„Kup”.
Tylko:
„Sprzedaj”.
📚 To wpis z serii Portfel z Werandy
Zobacz wszystkie posty ➡
https://lesnakapitalistka.com/category/portfel-z-werandy/
⚠️ Disclaimer
Ten wpis przedstawia moje osobiste podejście do inwestowania i ma charakter edukacyjny. Nie stanowi indywidualnej porady finansowej, inwestycyjnej ani rekomendacji kupna lub sprzedaży konkretnych aktywów. Każda inwestycja wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości kapitału. Przed podjęciem decyzji inwestycyjnej warto samodzielnie przeanalizować dane, strategię oraz własną sytuację finansową.
Dodaj komentarz