
Czasem mam wrażenie, że rynek finansowy ma osobowość nastolatka – w jednym tygodniu euforia, w drugim depresja. A Ty, zwykły inwestor z kubkiem kawy na werandzie, siedzisz i patrzysz, jak Twoje ETF-y tańczą jak po trzech espresso.
I wtedy przychodzi to uczucie: „może by coś zrobić”. Sprzedać, kupić, zmienić strategię, cokolwiek – byle odzyskać poczucie kontroli.
Tylko że właśnie wtedy najczęściej robi się największe głupoty.
💸 Rynek szaleje, czyli normalny dzień w biurze
Jeśli inwestujesz dłużej niż kwartał, już wiesz: rynki lubią dramaty.
Spadki, wzrosty, nagłówki o „najgorszym tygodniu od dekady” – wszystko to jest częścią gry.
Ale człowiek, jako istota emocjonalna, nie znosi niepewności.
Mózg działa wtedy jak alarm pożarowy: „Zrób coś! Natychmiast!”.
I to „coś” często oznacza sprzedaż w najgorszym momencie.
Dlatego doświadczeni inwestorzy mówią, że emocje zabijają więcej portfeli niż bessy.
☕ Mój sposób na szaleństwo rynku
Otóż – czysty spokój.
Wiem, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, gdy za oknem szaleje giełda, media krzyczą o kryzysie, a wojna czai się za rogiem.
Ale właśnie w takich chwilach ratuje mnie spokój… i trochę DCA (Dollar Cost Averaging) – mój ulubiony instrument.
Mam swój plan inwestycyjny, który działa w tle.
Na portfelu akcyjnym co wypłatę wpłacam określoną kwotę – mam już z góry zaplanowany zakup albo rebalans portfela.
Do tego w tle działa plan inwestycyjny „na autopilocie” – dopłaty idą regularnie, bez mojego udziału.
Kiedy inni panikują, ja piję yerbę i patrzę na wykresy z lekkim uśmiechem.
Średnio mam 12 zakupów rocznie – i dzięki temu giełdę mam „z głowy”.
Pilnuję tylko, czy spółki wypłacają dywidendy. To mój jedyny „stres”.
W tle codziennie kupuje mi się też krypto – około 10 zł dziennie, niezależnie od tego, ile akurat stoi bitcoin.
Nie boję się tego ryzyka – mam też mały portfel w obligacjach skarbowych i srebrze, więc czuję się spokojnie nawet w bessie.
A jak spółki tanieją?
To dla mnie jak promocja w Biedronce na cukier – brać i nie gadać. 😎
🧠 Psychologia spokoju
Kiedy rynek się sypie, włącza się panika.
Ale jeśli masz plan i automatyzację, możesz te emocje wyłączyć z równania.
Dopłacam regularnie – niezależnie od tego, czy indeksy rosną, czy spadają.
To trochę jak z pogodą: nie mogę jej kontrolować, ale mogę dobrać odpowiednie ubranie.
Nie sprawdzam portfela codziennie, bo to jak ważenie się po każdym posiłku.
Wolę wiedzieć, że mój system działa, a nie reagować na każdy szum medialny.
🔧 Praktyczne zasady na czas chaosu
- Nie czytaj nagłówków, czytaj dane.
Media żyją z emocji. Ty żyjesz z rozsądku. - Zrób plan, zanim zacznie się burza.
Gdy rynek wariuje, nie ma czasu na logiczne decyzje. - Automatyzuj, ile się da.
Stałe zlecenia kupna, autoprzelewy, IKE/IKZE – niech system działa za Ciebie. - Nie porównuj się.
Ktoś zarobił więcej? Super. Ale Ty masz spokój, a to też dywidenda. - Pamiętaj, że bessa to przecena, nie katastrofa.
Dla długoterminowego inwestora to szansa, nie powód do paniki.
🌿 Spokój to nowy luksus
W świecie, gdzie każdy krzyczy „sprzedaj!”, „kupuj!”, „zmieniaj strategię!”,
prawdziwą odwagą jest… pozostać konsekwentnym.
Bo inwestowanie to nie wyścig, tylko maraton ze sobą samym.
Z czasem uczysz się, że im mniej robisz, tym więcej zyskujesz – w pieniądzach i w spokoju ducha.
I tak właśnie wygląda inwestowanie z werandy: kawa, yerba, plan i zero paniki.
📚 To wpis z serii Portfel z Werandy.
Zobacz wszystkie posty ➡ https://lesnakapitalistka.com/category/portfel-z-werandy/
⚠️ Disclaimer:
Inwestowanie jest ryzykowne i możesz stracić część lub całość zainwestowanego kapitału.
Podane informacje służą wyłącznie celom informacyjnym i edukacyjnym i nie stanowią żadnego rodzaju porady finansowej ani rekomendacji inwestycyjnej.
Dodaj komentarz