Portfel z Werandy #22: ETF-y kontra fundusze aktywnie zarządzane – co wybrać w 2025 roku?

W świecie inwestowania istnieją dwie wielkie szkoły podejścia do budowania portfela. Z jednej strony mamy ETF-y, czyli fundusze pasywne odwzorowujące indeksy. Z drugiej – fundusze aktywnie zarządzane, w których cały sztab analityków i zarządzających próbuje „pokonać rynek”. No właśnie – próbuje.


ETF-y – prostota i niskie koszty

ETF-y (Exchange Traded Funds) są genialne w swojej prostocie. Kupujesz jeden instrument, a w środku masz koszyk setek czy tysięcy spółek. Dzięki temu od razu masz dywersyfikację i śpisz spokojniej, bo ryzyko rozkłada się na wiele firm.

Największy plus ETF-ów to koszty – prowizje są śmiesznie niskie, często w okolicach 0,05–0,20% rocznie (a bywają nawet ETF-y z kosztami rzędu 0,01%). To oznacza, że nie musisz finansować armii analityków i ich luksusowych biur – Twoje pieniądze naprawdę pracują.

ETF-y mają jeszcze jedną zaletę – przejrzystość. Wiesz, jaki indeks śledzą (np. S&P500, MSCI World) i co dokładnie znajduje się w środku.


Fundusze aktywne – czy ekspert naprawdę wie lepiej?

Fundusze aktywnie zarządzane to zupełnie inna bajka. Tutaj płacisz więcej – często 1–3% rocznie – za to, że ktoś stara się „wybrać lepsze spółki” i „zrobić timing rynku”. Problem w tym, że statystyki są brutalne: większość funduszy aktywnych nie bije rynku w długim terminie.

Czyli płacisz więcej, a zyskujesz… mniej. Do tego dochodzi brak przejrzystości – często nie do końca wiadomo, co zarządzający w danym momencie trzymają w portfelu.


Moje podejście do ETF-ów

Ja osobiście stawiam na ETF-y – i to w bardzo prosty sposób. Wybrałam kilka takich, które obejmują rynek światowy i są globalnie zdywersyfikowane. Kupuję je przez autoplan: 100 zł tygodniowo w 4 różne ETF-y.

Dlaczego nie korzystam z „ekspertów” od inwestowania czy funduszy aktywnych? Bo statystycznie rzecz ujmując, ich skuteczność jest mniejsza niż ETF-ów albo nawet robo-doradców. Do tego koszty są wysokie – płacisz prowizję niezależnie od tego, czy wypracują zysk, czy nie.

A przy ETF-ach, gdzie opłata wynosi 0,1% albo nawet 0,01% rocznie wartości portfela, różnica jest kolosalna. Dlatego dla mnie najlepszym rozwiązaniem jest autoinwestowanie w ETF-y.

Oczywiście – każdy musi znaleźć swoją drogę. Może dla Ciebie bardziej opłacalne będzie coś innego niż u mnie. Ja wybrałam cierpliwe budowanie portfela i spokojne podejście bez emocjonalnych decyzji.


A co w 2025 roku?

Na rynku finansowym jest coraz więcej danych i dowodów, że pasywne podejście wygrywa. Coraz więcej inwestorów indywidualnych ucieka od „drogich funduszy aktywnych” i kieruje się w stronę ETF-ów.

Ale czy to oznacza, że aktywne fundusze są bez sensu? Niekoniecznie. Mogą być ciekawym dodatkiem dla osób, które:

  • chcą mieć dostęp do rynków niszowych (np. spółki z Afryki czy branża biotechnologii),
  • wierzą w umiejętności konkretnego zarządzającego,
  • traktują to jako dywersyfikację strategii.

Moja rada?

Na start, dla większości początkujących, ETF-y są najlepszym wyborem – tanie, proste, przejrzyste i łatwe w obsłudze. Fundusze aktywne mogą być dodatkiem, ale raczej jako ciekawostka niż fundament portfela.


📚 To wpis z serii Portfel z Werandy.
Zobacz wszystkie posty ➡ https://lesnakapitalistka.com/category/portfel-z-werandy/

⚠️ Disclaimer : Inwestowanie jest ryzykowne i możesz stracić część lub całość zainwestowanego kapitału. Podane informacje służą wyłącznie celom informacyjnym i edukacyjnym i nie stanowią żadnego rodzaju porady finansowej ani rekomendacji inwestycyjnej.


Komentarze

7 odpowiedzi na „Portfel z Werandy #22: ETF-y kontra fundusze aktywnie zarządzane – co wybrać w 2025 roku?”

  1. A gdzie kupić ETF-y

    Polubienie

    1. Witaj
      ETFy możesz kupić u brokera takiego jak xtb czy mBank, DM PKO, BOŚ. musisz jednak patrzeć na opłaty i inne kruczki jakie dany broker ma. Ja osobiście od lat korzystam z brokera xtb

      Polubione przez 1 osoba

      1. Dzięki za odpowiedź. A pytałem dlatego, że jest wiele firm oferujących ETF-y i inne najprzeróżniejsze instrumenty finansowe, ale ich wiarygodność/bezpieczeństwo nie zawsze mnie przekonują. U brokera XTB nie przekonuje mnie w żaden sposób procedura weryfikacji konta polegająca na przesłaniu skanu dowodu, gdzie są wszystkie dane wrażliwe łącznie ze wzorem podpisu. Do tego jeszcze chcą, bym ten dowód „trzymał w zębach” i zrobił sobie selfika. Lepiej podejść do BOŚ i tam założyć sobie konto bez tych ceregieli. Wiem, wiem XTB jest nadzorowany przez KNF, anglików, notowany jest na giełdzie… Było już kilka takich „międzynarodowych” firm, które puściły ludzi z torbami.

        Polubienie

      2. Masz absolutnie rację, że trzeba podchodzić z rezerwą – historia zna przypadki, gdzie „renomowane” instytucje zostawiały ludzi na lodzie. Ale akurat te „ceregiele” z dowodem i selfikiem to nie wymysł XTB czy innego brokera, tylko efekt przepisów o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu (AML/KYC). Każdy podmiot regulowany przez KNF czy inny nadzór w Europie musi przeprowadzać taką weryfikację.

        Różnica jest taka, że w banku/BOŚ robisz to samo – tylko fizycznie przy okienku, więc czujesz się bezpieczniej, bo dajesz dowód „do ręki” pracownikowi. W przypadku brokera online robisz to zdalnie, stąd selfie i skan dokumentu.

        Co do bezpieczeństwa – klucz to sprawdzenie, czy broker ma:

        licencję KNF lub innego uznanego regulatora UE/UK/US,

        segregację środków klientów od własnych,

        członkostwo w systemie rekompensat inwestorów.

        A jeśli i tak masz opory przed fintechami, to właśnie BOŚ czy mBank DM będą lepszą opcją – drożej, ale tradycyjnie i „po polsku”.

        Polubione przez 1 osoba

      3. Wiem, że to procedura KYC, bo spotkałem się z nią już kilka razy i ciągle mam wątpliwości. Zdaje się Vinted też ją stosuje. Niektóre polski firmy wykorzystują profil zaufany do potwierdzenia, a czasem wystarczy przelew bankowy. Z tego co pamiętam, to zdaje się PayPal coś takiego kiedyś stosował. Nie wiem, jak dzisiaj u nich przebiega proces rejestracji.

        Polubienie

      4. Masz rację — KYC wszędzie wygląda trochę inaczej i stąd te wątpliwości. Firmy typu Vinted czy PayPal faktycznie chętnie korzystają z przelewów weryfikacyjnych, a w Polsce coraz częściej widzi się integrację z Profilem Zaufanym — brzmi wygodnie i daje pozór większego bezpieczeństwa, bo korzysta się z państwowego systemu. Tylko uwaga: żeby mieć Profil Zaufany często i tak trzeba się zalogować przez bank albo założyć profil właśnie przez bank — a bank i tak wymaga procedury KYC. Powstaje więc takie błędne koło: chcesz uniknąć uciążliwych weryfikacji, więc „logujesz się przez bank”, a bank wymaga weryfikacji.

        Brokerzy z kolei trzymają się skanów dowodu + selfie, bo to ‚twardy’ dowód tożsamości łatwiejszy do obrony przed audytorami i nadzorem. Z punktu widzenia regulatora ma to sens — z punktu widzenia klienta bywa to irytujące i ryzykowne: im więcej biurokracji, tym więcej miejsc na błędy, wycieki danych czy problemy z dostępem do konta. Ja osobiście nie lubię zbędnej papierologii — nie podaję zdjęcia dowodu i innych danych, jeśli mogę tego uniknąć; wciąż mam z tyłu głowy ryzyko kradzieży tożsamości albo, nie daj boże, czyjegoś wycieku. Z drugiej strony, jeśli chcesz budować swoją przyszłość inaczej niż większość, czasem warto podjąć ten kompromis i korzystać z kont z takimi procedurami — mimo że są wątpliwe i często nieproporcjonalne.

        Polubienie

      5. W banku muszę okazać dowód, ale tam dowodu nie skanują bez zgody. Do założenie konta wystarczą imię, nazwisko, PESEL i numer telefonu i/lub e-mail – podajemy w celu kontaktu lub późniejszych sms-ów. Zauważ , że takie dane podajemy przy zakładaniu konta online. Zbieranie pozostałych danych to nadgorliwość instytucji. Obojętnie w jaki sposób zakładane jest konto.

        Polubienie

Dodaj odpowiedź do Anna Durak Anuluj pisanie odpowiedzi