Pięć słoików z monetami, kluczem, kalendarzem „JAN 1st”, rośliną i poduszką

Kapitalistyczne Piątki nr 79: Co zrobić z nadwyżką pieniędzy? Nie każda złotówka musi iść na giełdę

Pięć słoików z monetami, kluczem, kalendarzem „JAN 1st”, rośliną i poduszką

Kiedy zaczynamy oszczędzać i inwestować, łatwo wpaść w pewną pułapkę. Każda dodatkowa złotówka zaczyna wyglądać jak niewykorzystana okazja inwestycyjna. Pojawia się myśl, że skoro pieniądze mogą pracować na rynku, to trzymanie ich na koncie jest stratą czasu.

Sama lubię inwestować, obserwować rozwój portfela i budować kolejne źródła dochodu. Jednak z czasem nauczyłam się jednej ważnej rzeczy: nie każda nadwyżka finansowa powinna automatycznie trafiać na giełdę.

Pieniądze muszą mieć swoje zadanie. A inwestowanie jest tylko jednym z nich.

Jak robię to u siebie?

Kiedy otrzymuję dodatkowe pieniądze, na przykład za dodatkową pracę, premię czy inne nieplanowane wpływy, nie przeznaczam całej kwoty na zakup akcji, ETF-ów czy obligacji.

Moja zasada jest dość prosta: na początku inwestuję około 50% dodatkowej kwoty, a pozostałą część zostawiam na zwykłym koncie lub przelewam na konto oszczędnościowe.

Nazywam to czasem pieniędzmi do zastanowienia się.

Dlaczego?

Ponieważ życie nauczyło mnie, że najlepszą decyzją nie zawsze jest natychmiastowe działanie. Czasami warto poczekać, zobaczyć, jak rozwinie się sytuacja, przemyśleć swoje potrzeby i dopiero później zdecydować, co zrobić z pozostałymi pieniędzmi.

Nie lubię inwestowania na siłę tylko dlatego, że akurat mam wolną gotówkę.

Zdarza się przecież, że aktywa, które wcześniej chciałam kupić, po pewnym czasie tanieją. Wtedy mogę wrócić do tematu i rozważyć zakup na korzystniejszych warunkach. Nie ma gwarancji, że tak będzie za każdym razem, ale cierpliwość daje mi możliwość wyboru.

Nie każda nadwyżka to kapitał inwestycyjny

Jest jeszcze jeden ważny element mojego podejścia: cele oszczędnościowe.

Lubię mieć je dobrze zasilone, a nawet nieco ponad planowany poziom. Nie dlatego, że chcę gromadzić pieniądze bez końca, ale dlatego, że mam kilka planów na przyszłość i wiem, że będą wymagały kapitału.

Własne miejsce do życia, przyszłe gospodarstwo, sprzęt czy inne większe przedsięwzięcia nie sfinansują się samymi dobrymi chęciami.

Dlatego pieniądze odkładane na konkretne cele mają dla mnie równie ważne zadanie jak te przeznaczone na inwestycje.

Nie chcę doprowadzić do sytuacji, w której portfel inwestycyjny rośnie, ale jednocześnie muszę rezygnować z planów życiowych, ponieważ wszystkie wolne środki zostały zamienione na aktywa.

Plan inwestycyjny i plan życiowy mogą iść równolegle

Moim celem jest FIRE, czyli długoterminowa niezależność finansowa. Nie oznacza to jednak, że całe moje życie musi zostać podporządkowane kupowaniu kolejnych akcji i ETF-ów.

Mam również plany, które chcę zrealizować po drodze. Potrzebuję pieniędzy na ich przygotowanie, dlatego nie traktuję każdego dodatkowego wpływu jako okazji do zwiększenia portfela.

Wolę prowadzić dwa równoległe plany:

  • Inwestycyjny – regularne zakupy aktywów, reinwestowanie dywidend i długoterminowe budowanie kapitału.
  • Życiowy – odkładanie pieniędzy na konkretne cele, przygotowanie do większych wydatków i realizowanie planów poza giełdą.

Dzięki temu nie muszę wybierać między inwestowaniem a własnymi marzeniami. Jedno nie powinno niszczyć drugiego.

Oszczędność nie zawsze oznacza dodatkową inwestycję

Jest jeszcze jedna rzecz, o której często zapominamy.

Jeżeli uda nam się kupić coś taniej podczas promocji, zaoszczędzone pieniądze nie muszą automatycznie trafiać na rachunek maklerski.

Możemy wykorzystać je na uzupełnienie zapasów żywności, zakup potrzebnych rzeczy albo zasilenie jednego z celów oszczędnościowych.

To również jest rozsądne gospodarowanie pieniędzmi.

Budżet nie powinien być wyścigiem, w którym każda złotówka musi przynieść stopę zwrotu. Ma przede wszystkim pomagać nam normalnie funkcjonować i realizować zamierzenia.

Inwestowanie bez zabezpieczenia potrzeb to zły interes

W długoterminowym inwestowaniu ważna jest regularność. Jednak regularność nie oznacza, że za wszelką cenę musimy realizować plan zakupowy.

Jeżeli pojawiają się większe wydatki, lepiej ograniczyć wpłaty inwestycyjne niż później ratować budżet sprzedażą akcji albo sięganiem po oszczędności przeznaczone na inne cele.

Giełda nie ucieknie. Okazje inwestycyjne będą pojawiać się również w przyszłości.

Tymczasem brak pieniędzy na codzienne potrzeby potrafi szybko zmienić spokojnego inwestora w bardzo nerwowego inwestora.

Dlatego wolę mieć nieco mniejszą wpłatę na rachunek maklerski, ale jednocześnie wiedzieć, że moje cele oszczędnościowe są zabezpieczone, a plany na przyszłość nie stoją w miejscu.

FIRE to nie wyścig, w którym trzeba poświęcić wszystko

Budowanie majątku wymaga cierpliwości, konsekwencji i czasu. Nie da się jednak oddzielić inwestowania od codziennego życia.

Nie chcę tworzyć portfela, który wygląda imponująco na ekranie, ale jednocześnie zmusza mnie do rezygnowania z wszystkiego, co chciałabym zrobić po drodze.

Moim celem jest finansowa niezależność, ale droga do niej również powinna być rozsądna.

Dlatego kiedy pojawiają się dodatkowe pieniądze, nie działam pochopnie. Część inwestuję, część odkładam i daję sobie czas na podjęcie kolejnej decyzji.

Nie każda wolna złotówka musi natychmiast pracować na giełdzie. Czasami jej najlepszym zadaniem jest pomóc mi zrealizować coś, na co pracuję od lat.

Bo ostatecznie nie buduję majątku po to, żeby mieć coraz więcej pieniędzy na koncie. Buduję go po to, żeby w przyszłości mieć większą swobodę wyboru. A chciałabym korzystać z tej swobody również po drodze, nie dopiero na mecie.


To wpis oparty na moich osobistych doświadczeniach i przemyśleniach dotyczących budżetowania, oszczędzania i długoterminowego inwestowania. Nie stanowi porady finansowej ani rekomendacji inwestycyjnej.

📚 To wpis z serii Kapitalistyczne Piątki

Zobacz wszystkie posty ➡
https://lesnakapitalistka.com/category/kapitalistyczne-piatki/


Komentarze

Skomentuj