Travelers following golden stepping stones through a sunlit landscape

Portfel z Werandy #77: Wysoka dywidenda to nie wszystko. Liczy się to, co zostaje na lata

Aktualny obrazek: Travelers following golden stepping stones through a sunlit landscape

Na giełdzie łatwo wpaść w pułapkę patrzenia wyłącznie na liczby, które dobrze wyglądają na pierwszy rzut oka. Jedną z nich jest stopa dywidendy, czyli popularny dividend yield. Widzimy spółkę oferującą 8%, 10%, a czasem nawet więcej, i od razu pojawia się myśl: „Przecież to świetny interes!”.

Tylko czy na pewno?

Dla mnie dobra spółka dywidendowa to niekoniecznie taka, która wypłaca dziś najwięcej. Znacznie ciekawsze jest to, jak szybko zwiększa dywidendę i czy ma solidne fundamenty, żeby robić to przez wiele kolejnych lat.

W długoterminowym inwestowaniu wolę czasem zacząć od stopy dywidendy na poziomie 1–3%, jeśli jednocześnie spółka potrafi regularnie zwiększać wypłatę. W moim podejściu tempo wzrostu dywidendy rzędu 15% rocznie jest znacznie ciekawsze niż wysoki yield bez perspektyw na dalszy rozwój.

Oczywiście sam procent wzrostu też nie jest gwarancją sukcesu. Liczy się to, skąd bierze się ten wzrost i czy firma może go utrzymać.

Stopa dywidendy to tylko fotografia

Stopa dywidendy pokazuje relację rocznej dywidendy przypadającej na akcję do aktualnej ceny tej akcji.

Wyobraźmy sobie dwie spółki.

Pierwsza kosztuje 100 zł i wypłaca 10 zł dywidendy rocznie. Jej stopa dywidendy wynosi 10%.

Druga również kosztuje 100 zł, ale wypłaca 2 zł rocznie. Jej stopa dywidendy wynosi 2%.

Na pierwszy rzut oka wygrywa pierwsza spółka. Dostajemy przecież pięć razy więcej pieniędzy z dywidendy.

Tyle że to dopiero początek historii. Nie wiemy jeszcze, czy pierwsza firma będzie w stanie utrzymać wypłatę, czy jej zyski są stabilne ani czy nie musi przeznaczać na dywidendę niemal wszystkich dostępnych środków.

Druga spółka może natomiast rozwijać biznes, zwiększać zyski i z roku na rok podnosić dywidendę.

Jeśli jej wypłata będzie rosła o 15% rocznie, początkowe 2 zł zmieni się orientacyjnie w:

  • po 5 latach: około 4,02 zł na akcję;
  • po 10 latach: około 8,09 zł;
  • po 15 latach: około 16,27 zł.

To obliczenia matematyczne zakładające nieprzerwany wzrost o 15% każdego roku, a nie prognoza konkretnej spółki. W rzeczywistości tempo wzrostu może się zmieniać, a nawet bardzo dobre firmy miewają słabsze okresy.

Mimo to przykład dobrze pokazuje, dlaczego warto patrzeć dalej niż na dzisiejszy yield.

Yield on Cost, czyli moja ulubiona perspektywa

W długoterminowym inwestowaniu interesuje mnie również Yield on Cost (YOC), czyli relacja aktualnej rocznej dywidendy do ceny, którą zapłaciłam za akcje.

Załóżmy, że kupuję akcje za 100 zł i początkowo otrzymuję 2 zł dywidendy rocznie. Mój początkowy YOC wynosi 2%.

Jeśli dywidenda wzrośnie do 8,09 zł, a ja nadal posiadam te same akcje, mój YOC wyniesie około 8,09%.

Cena giełdowa może w tym czasie wzrosnąć, spaść albo poruszać się bokiem. YOC pokazuje coś innego: jak urosła wypłata w stosunku do mojego pierwotnego kosztu zakupu.

To właśnie w takim podejściu widzę sens cierpliwego budowania portfela dywidendowego. Nie kupuję akcji wyłącznie po to, żeby w tym roku otrzymać jak najwięcej gotówki. Chcę posiadać udziały w firmach, które mają szansę zwiększać wypłaty przez długi czas.

Dlaczego wzrost dywidendy o 15% nie zawsze jest lepszy?

Tutaj trzeba zachować rozsądek. Wysokie tempo wzrostu dywidendy wygląda atrakcyjnie, ale nie można zakładać, że każda spółka utrzyma je przez dekadę.

Jeżeli firma zwiększa wypłatę z 1 zł do 1,15 zł, wzrost wynosi 15%. Jednak w przypadku bardzo małej początkowej dywidendy takie podwyżki mogą być łatwiejsze do osiągnięcia niż w dojrzałym przedsiębiorstwie wypłacającym już znaczną część swoich zysków.

Dlatego przed zakupem sprawdzam nie tylko historię dywidendy, ale również:

  • wzrost zysków i przepływów pieniężnych – czy firma rzeczywiście zarabia więcej;
  • wskaźnik wypłaty dywidendy – jaka część zysków lub wolnych przepływów pieniężnych trafia do akcjonariuszy;
  • zadłużenie – czy spółka nie finansuje hojnych wypłat kosztem swojej kondycji;
  • perspektywy biznesu – czy ma powody, by dalej rozwijać działalność;
  • historię wypłat – czy podwyżki są regularne i wynikają z rozwoju firmy, a nie z jednorazowego zdarzenia.

Piętnaście procent wzrostu dywidendy przez jeden rok to ciekawostka. Piętnaście procent przez wiele lat, poparte rosnącymi zyskami i zdrowym bilansem, to już zupełnie inna historia.

Wabiki dywidendowe, czyli kiedy wysoki yield zapala czerwoną lampkę

Mam też własne określenie na część spółek oferujących bardzo wysokie stopy dywidendy: wabiki dywidendowe.

Nie chodzi o to, że każda firma z wysoką dywidendą jest zła. Są branże, w których wysokie wypłaty mogą być naturalną częścią modelu biznesowego. Zdarzają się też wyjątkowe okazje, kiedy rynek mocno przecenia spółkę, mimo że jej fundamenty pozostają zdrowe.

Jednak gdy widzę stopę dywidendy przekraczającą 9% rocznie, zaczynam zachowywać szczególną ostrożność. Dla mnie to czerwona lampka, która oznacza: sprawdź dokładnie, co się dzieje.

Dlaczego? Stopa dywidendy rośnie nie tylko wtedy, gdy firma podnosi wypłatę. Może też gwałtownie wzrosnąć dlatego, że kurs akcji spada.

Załóżmy, że spółka wypłaca 9 zł rocznie na akcję, a jej cena wynosi 100 zł. Stopa dywidendy to 9%. Jeśli kurs spadnie do 60 zł, przy niezmienionej wypłacie wskaźnik wzrośnie do 15%.

Na ekranie wygląda to jak jeszcze lepsza okazja. Ale być może rynek spodziewa się spadku zysków, problemów z zadłużeniem albo ograniczenia przyszłych wypłat.

Firma może utrzymać wysoką dywidendę przez rok lub dwa, próbując zachować zaufanie inwestorów. Jeżeli jednak biznes nie generuje wystarczających pieniędzy, prędzej czy później może dojść do obniżki albo całkowitego zawieszenia wypłaty.

Wtedy inwestor zostaje nie tylko z niższą dywidendą, ale być może również ze stratą na kursie akcji.

Dlatego wysokiego yield nie traktuję jako automatycznego zakazu zakupu. Traktuję go jako powód do dokładniejszej analizy. Szczególnie gdy przekracza 9%, chcę wiedzieć, dlaczego rynek oferuje tak dużo i czy wypłata rzeczywiście jest bezpieczna.

Wolę cierpliwy wzrost niż pogoń za rekordową wypłatą

Moja filozofia jest prosta: chcę budować portfel, który z czasem będzie generował coraz większy dochód, bez konieczności ciągłego szukania nowych spółek oferujących najwyższe wypłaty.

Wolę zacząć od firmy z umiarkowaną stopą dywidendy, dobrymi fundamentami i perspektywą dalszego wzrostu niż kupować przedsiębiorstwo tylko dlatego, że dziś oferuje dwucyfrowy yield.

Nie oznacza to, że każda spółka z yieldem 1–3% i wzrostem dywidendy 15% jest automatycznie lepsza. Taka kombinacja również może okazać się pułapką, jeśli podwyżki są nie do utrzymania albo cena akcji jest przesadnie wysoka.

Najważniejsze jest połączenie rozsądnej ceny zakupu, zdrowego biznesu, bezpiecznej wypłaty i realnych możliwości wzrostu.

Nie muszę mieć najwyższej dywidendy w portfelu już dziś. Wolę mieć szansę na coraz większą wypłatę w przyszłości.

Bo w długoterminowym inwestowaniu nie chodzi wyłącznie o to, ile firma wypłaci mi w tym roku. Chodzi o to, czy za pięć, dziesięć i piętnaście lat nadal będzie miała z czego płacić — i czy będzie mogła płacić więcej.

📚 To wpis z serii Portfel z Werandy

Zobacz wszystkie posty ➡
https://lesnakapitalistka.com/category/portfel-z-werandy/

To moje osobiste podejście do inwestowania i materiał edukacyjny, a nie indywidualna rekomendacja inwestycyjna. Dywidendy nie są gwarantowane, a ich wysokość może się zmieniać. Przed zakupem akcji warto samodzielnie przeanalizować sytuację finansową spółki i związane z nią ryzyko.


Komentarze

Skomentuj