
W świecie, gdzie inflacja podgryza nam kapitał szybciej niż zupa chińska z Biedry, coraz więcej niedzielnych inwestorów staje przed dylematem: czy iść w nowoczesne ETF-y, czy może jednak wrócić do staroszkolnej metody – złoto pod podłogą (dosłownie lub metaforycznie)?
Z jednej strony: klik, klik – ETF kupiony. Z drugiej: błysk, błysk – sztabka w dłoni. A teraz pytanie brzmi: co wybrać, żeby spać spokojnie?
ETF – tani, prosty, ale… cyfrowy
ETF (Exchange Traded Fund) to taki magiczny koszyk, który pozwala kupić kawałek rynku, nie wychodząc z domu ani nie dzwoniąc do maklera z lat 90.
Plusy ETF-ów:
- Niskie koszty (opłaty roczne często <0,2%).
- Dywersyfikacja – jednym kliknięciem kupujesz kawałek świata.
- Płynność – możesz sprzedać w każdej chwili (no, prawie).
- Proste śledzenie indeksów jak S&P500 czy MSCI World.
Minusy ETF-ów:
- Wszystko cyfrowe – jak padnie internet, zostaje ci tylko herbata z melisy.
- Wymagają konta maklerskiego i choćby podstawowej znajomości rynku.
- Podatki od dywidend i zysków (aczkolwiek da się optymalizować).
Złoto – fizyczne, trwałe, ale trudne
Złoto to klasyk. Przetrwało wojny, hiperinflacje i wszystkie kryzysy świata. Babcie w Polsce wiedziały, co dobre, gdy chowały obrączki za kredensem.
Plusy złota:
- Trwałość i fizyczna obecność – jak masz, to masz.
- Odporność na kryzysy – złoto zawsze coś warte.
- Anonimowość – nikt nie musi wiedzieć, że masz.
Minusy złota:
- Brak odsetek i dywidend – złoto nie pracuje.
- Trzeba gdzieś to trzymać (i ufać, że nie zapomnisz gdzie).
- Koszty zakupu/sprzedaży i ewentualne opłaty za przechowanie.
Co wybrać jako niedzielny inwestor?
Zamiast „albo–albo”, warto pomyśleć w kategoriach „i–i”. Diversyfikacja to nie tylko modne słowo – to podstawa. Masz zaufanie do ETF-ów? Świetnie, zrób z nich trzon portfela. Ale mieć odrobinę złota na czarną godzinę? Jeszcze lepiej.
Przykładowy podział:
- 70% ETF (np. na globalny indeks)
- 20% gotówka lub obligacje
- 10% złoto fizyczne (sztabki, monety, złoty pierścionek po cioci? Też się liczy)
Jeśli boisz się, że świat cyfrowy się zawali, a twój broker zniknie z pieniędzmi – trochę złota w domu daje psychiczny spokój. Jeśli jednak wolisz inwestowanie pasywne bez noszenia kilogramów w kieszeni – ETF to droga do FIRE na spokojnie.
A co ja robię?
U mnie bazą są ETF-y (przez IKE/IKZE i maklerskie), ale mam też fizyczne złoto – nie pod podłogą, ale ukryte w bezpiecznym miejscu. Daje mi to poczucie, że jestem przygotowana na „świat cyfrowy” i „świat po prądzie”.
Bo prawdziwa wolność to nie wybór jednego rozwiązania – to świadomość opcji i elastyczność działania.
📚 To wpis z serii Portfel z Werandy.
Zobacz wszystkie posty ➡ https://lesnakapitalistka.com/category/portfel-z-werandy/
⚠️ Inwestowanie jest ryzykowne i możesz stracić część lub całość zainwestowanego kapitału. Podane informacje służą wyłącznie celom informacyjnym i edukacyjnym i nie stanowią żadnego rodzaju porady finansowej ani rekomendacji inwestycyjnej.
Dodaj komentarz