
Mój portfel inwestycyjny nie jest idealny.
Nie jest zoptymalizowany podatkowo do trzeciego miejsca po przecinku.
Nie ma najlepszego możliwego Sharpe’a.
Nie jest wzorcowy według Excela z internetu.
I wiesz co? To jedna z jego największych zalet.
Na pewnym etapie inwestowania odkrywa się coś bardzo niewygodnego: dążenie do perfekcji potrafi realnie obniżyć wyniki. Nie w tabelce, tylko w życiu. W decyzjach. W konsekwencji.
Perfekcjonizm to przebrany strach
Większość obsesji na punkcie optymalizacji nie wynika z miłości do liczb, tylko ze strachu przed popełnieniem błędu. Chcemy idealnego portfela, bo wtedy — w teorii — nic złego nie może się wydarzyć.
Problem w tym, że rynek nie zna pojęcia „idealnie”. Każda strategia działa… do momentu, gdy przestaje. Każda optymalizacja jest oparta na przeszłości. A przyszłość, jak na złość, nie ma zwyczaju się podporządkowywać.
Excel nie żyje za Ciebie
Internet pełen jest portfeli „modelowych”. Wszystko się zgadza: procenty, korelacje, symulacje, historyczne stopy zwrotu. Tyle że Excel nie przeżywa kryzysów. Nie panikuje. Nie choruje. Nie ma gorszego roku w pracy.
Prawdziwy portfel musi być do udźwignięcia psychicznie, a nie tylko matematycznie. Jeśli strategia jest tak skomplikowana, że wymaga ciągłego dłubania, poprawiania i optymalizowania — to prędzej czy później człowiek sam ją sabotuje.
Podatki ważne. Spokój ważniejszy.
Optymalizacja podatkowa to temat, który potrafi zjeść inwestorowi głowę. Przerzucanie aktywów, kombinowanie, przesuwanie, tylko po to, by zapłacić minimalnie mniej.
Tylko że każda dodatkowa operacja to:
- więcej decyzji,
- więcej okazji do błędu,
- więcej stresu.
Ja wolę zapłacić nieco więcej podatku, ale mieć portfel, który rozumiem, nad którym panuję i który nie wymaga ciągłej uwagi. Bo długoterminowo największym kosztem nie są podatki — tylko złe decyzje podjęte w emocjach.
„Nieoptymalnie” znaczy trwale
Mój portfel jest prosty. Może za prosty jak na gusta internetowych ekspertów. Ale właśnie dzięki temu:
- wiem, co w nim jest,
- wiem, dlaczego to mam,
- i wiem, że go nie rozwalę przy pierwszym większym stresie.
Nieoptymalny portfel, który istnieje przez 20 lat, zawsze wygra z perfekcyjnym portfelem, który zostaje porzucony po trzech.
Rynek nie nagradza najbystrzejszych
To jedna z największych iluzji inwestowania: że wygrywają ci, którzy najlepiej liczą. Rynek nagradza tych, którzy najdłużej potrafią wytrwać.
Czasem mniej ruchów to lepszy wynik.
Czasem gorsza struktura to lepsza konsekwencja.
Czasem brak optymalizacji to największa ochrona przed samym sobą.
Portfel ma służyć życiu, nie odwrotnie
Nie inwestuję po to, żeby wygrać konkurs na najbardziej wyrafinowaną strategię. Inwestuję po to, żeby mieć:
- spokój,
- przewidywalność,
- czas.
Jeśli portfel zaczyna dominować życie — coś poszło nie tak. Portfel ma być tłem. Cichym mechanizmem. Maszyną, która działa, kiedy ja robię ważniejsze rzeczy albo nie robię nic.
I właśnie dlatego jest „nieidealny”
Mój portfel nie jest zoptymalizowany.
Jest odporny.
Jest nudny.
Jest powtarzalny.
I to wystarczy.
Bo w długim terminie najlepsza strategia to taka, której nie chcesz ciągle poprawiać.
📚 To wpis z serii Portfel z Werandy
Zobacz wszystkie posty ➡ https://lesnakapitalistka.com/category/portfel-z-werandy/
Disclaimer:
Wpis ma charakter osobistej refleksji i nie stanowi porady inwestycyjnej ani finansowej. Każda decyzja inwestycyjna wiąże się z ryzykiem i powinna być podejmowana samodzielnie.
Dodaj komentarz