
Witaj z werandy, podróżniku po finansach.
Dzisiaj pogadamy o temacie, który każdy odkłada na „kiedyś”, a potem dziwi się, że konto znika szybciej niż weekend — o prawdziwych kosztach życia.
Nie o tych ładnych cyferkach z planera, tylko o tej brutalnej rzeczywistości, która mówi: „człowieku, ty wydajesz więcej, niż myślisz”.
💸 Zacznijmy od rzeczy podstawowej – nikt nie wie, ile naprawdę wydaje
Serio.
Większość ludzi zgaduje.
„Czynsz jakieś dwa tysiące, jedzenie tysiąc, coś tam na auto, coś tam na przyjemności…”
I już, mamy magiczne „cztery tysiące miesięcznie”.
Tylko że potem przychodzi życie: urodziny siostrzeńca, nowa opona, rachunek za prąd z kosmosu – i nagle cztery tysiące to bajka z morałem.
Dlatego pierwszy krok do wolności finansowej to policzyć, ile naprawdę kosztuje Twoje spokojne życie.
Nie zgadywać – policzyć.
Wyciąg z konta z trzech ostatnich miesięcy, kartka, długopis, kawa.
Bez ściemy, bez wymówek.
📊 Co liczyć? Wszystko, co się powtarza
Czynsz, media, jedzenie, komunikacja, paliwo, internet, subskrypcje.
To Twój „szkielet kosztów”.
To, co musisz zapłacić, żeby funkcjonować.
Ale nie zapominaj o małych upływach gotówki – kawie w drodze do pracy, bilecie parkingowym, drobnym „a wezmę, bo promocja”.
To właśnie te drobiazgi rozbijają Twój budżet na drobne monety, których potem brakuje na coś większego.
🧾 A teraz pułapka – nieregularne wydatki
To one robią najwięcej zamieszania.
Bo kto wpisuje w miesięczny budżet przegląd auta, prezenty świąteczne, wakacje czy ubezpieczenie?
A przecież to się zdarza co roku.
Dlatego weź te wydatki, policz rocznie i podziel przez 12.
Wtedy dopiero zobaczysz, ile naprawdę kosztuje Twoje życie.
Dla przykładu:
Jeśli co roku wydajesz 4800 zł na wakacje, to znaczy, że co miesiąc powinieneś odkładać 400 zł.
Proste? Proste.
Tylko trzeba chcieć to zobaczyć.
📋 A jak to wygląda u mnie?
Ja, żeby się nie pogubić, robię to po prostu w formie tabelki.
Nie musi mieć kilkudziesięciu pozycji – kilka głównych wystarczy, żeby złapać obraz sytuacji i nie żyć w iluzji.
Oto mój przykładowy zestaw na bieżący miesiąc:
| Kategoria | Kwota (zł) |
|---|---|
| Czynsz | 323,17 |
| Prąd | 0,00* |
| Ubezpieczenie | 152,27 |
| Ubezpieczenie samochodu | 33,70 |
| Internet | 92,01 |
| IKZE | 650,00 |
| Inwestycje | 200,00 |
| Jedzenie | 300,00 |
| Zdrowie | 100,00 |
Suma miesięczna: około 1851 zł (z groszami).
Ale! W tym zawiera się również IKZE i inwestycje – czyli rzeczy, które w praktyce zwiększają moją poduszkę finansową, a nie są bieżącym kosztem.
Jeśli je odliczyć, realny koszt życia to około 1000 zł miesięcznie.
No i zaraz, zaraz — pewnie ktoś zapyta: „A gdzie prąd?”
Otóż prąd płacę 6 razy do roku, średnio po 50–60 zł miesięcznie.
W tym miesiącu akurat faktura nie przyszła, więc w tabeli „0 zł”.
Ale wiem, że ona wróci jak bumerang, więc mam to uwzględnione w rocznym rozrachunku.
To właśnie w tym tkwi sens prowadzenia budżetu:
nie po to, żeby się zamęczać, tylko żeby mieć kontrolę i święty spokój.
Budżet może i jest nudny jak niedzielne wiadomości,
ale uratował mi tyłek nie raz – bo wiem dokładnie, ile mogę przeznaczyć na inwestycje, a ile na gadżety czy inne potrzebne rzeczy.
Nie ma zgadywania.
Są liczby, a liczby – jak wiadomo – nie kłamią.
⏰ Licz też swój czas – bo to on jest najdroższy
Kapitalista z werandy wie, że każda złotówka ma swój koszt czasowy.
Jeśli zarabiasz 30 zł na godzinę, a spędzasz dwie godziny, żeby „zaoszczędzić” 5 zł na zakupach, to… cóż, nie wyszło ci najlepiej.
Twój czas ma wartość.
Wpisz go do budżetu.
Bo oszczędzanie bez świadomości wartości czasu to trochę jak picie kawy bez kofeiny – wygląda podobnie, ale nie działa.
💡 Policz, ile spokoju możesz sobie kupić
Kiedy już wiesz, ile wydajesz, zrób prosty test:
podziel swoje oszczędności przez miesięczne wydatki.
To da Ci liczbę miesięcy, które możesz przeżyć bez pracy.
To Twój wskaźnik spokoju finansowego.
Jeśli masz 12 000 zł i wydajesz 4000 zł miesięcznie – masz 3 miesiące bezpieczeństwa.
To już coś, ale kapitalista mierzy wyżej.
6 miesięcy to zdrowy rozsądek.
Rok – święty spokój.
Więcej – wolność.
🌿 Na koniec – szczerość z samym sobą
Policz swoje wydatki, nawet jeśli boli.
Zobacz, ile z Twojego życia kosztuje spokój, ile – przyzwyczajenie, a ile – głupie decyzje z nudów.
Bo dopóki nie poznasz tej liczby, nie wiesz, ile kosztuje Twoja wolność.
Zrób to w weekend, spokojnie, z kawą i z dystansem.
To nie test, to rachunek sumienia dla dorosłych.
A potem usiądź na werandzie i pomyśl:
„czy to, co mam, to wygoda… czy tylko drogi stres?”
📚 To wpis z serii Portfel z Werandy.
Zobacz wszystkie posty ➡ https://lesnakapitalistka.com/category/portfel-z-werandy/
Inwestowanie jest ryzykowne i możesz stracić część lub całość zainwestowanego kapitału. Podane informacje służą wyłącznie celom informacyjnym i edukacyjnym i nie stanowią żadnego rodzaju porady finansowej ani rekomendacji inwestycyjnej.
Dodaj komentarz