
W czasach, gdy z każdej strony bombardują nas hasła w stylu „załóż własną firmę i zostań swoim szefem”, łatwo ulec złudzeniu, że przedsiębiorczość to jedyna droga do wolności finansowej. Instagram pełen jest ludzi w garniturach, którzy pozują przy drogich samochodach i wmawiają, że bez firmy to życie przegrane. A prawda? Bardzo prosta: nie każdy nadaje się na przedsiębiorcę – i to jest całkowicie w porządku.
Mit przedsiębiorcy jako „wybrańca”
Społeczeństwo trochę nam wmówiło, że przedsiębiorca to ktoś lepszy – odważny, wolny, niezależny. A przecież przedsiębiorczość to nie pas dla każdego. Własny biznes oznacza stres, ryzyko, nieprzespane noce i wieczne kombinowanie: jak utrzymać płynność, jak ogarnąć księgowość, jak poradzić sobie z urzędami i klientami.
Nie każdy ma do tego nerwy. I nie każdy musi je mieć.
Komfort etatu też jest wartością
Etat bywa demonizowany, a przecież to często stabilność, regularna wypłata, płatny urlop i brak konieczności ogarniania całego bałaganu samemu.
Dla wielu ludzi to właśnie etat daje przestrzeń do życia – czas na rodzinę, pasje i… inwestowanie w portfel na spokojnie.
Bo prawda jest taka: można być wolnym finansowo także pracując na etacie. Inwestycje, oszczędzanie, minimalizm i dobre planowanie mogą dać Ci więcej luzu niż prowadzenie biznesu na kredycie.
Osobowość ma znaczenie
Niektórzy kochają ryzyko, działanie w chaosie i odpowiedzialność za wszystko. Inni wolą jasne ramy, przewidywalność i stabilizację.
I w obu przypadkach nie ma nic złego. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś na siłę próbuje być kimś, kim nie jest – bo tak podpowiada moda czy presja otoczenia.
Moja perspektywa
Czy ja bym się zdecydowała na franczyzę albo typowy biznes? Raczej nie. Czemu? Bo lubię robić rzeczy po swojemu, we własnym tempie. Biznes dla mnie to wolność, a nie kopiowanie loga czy stosowanie się do wytycznych jakiegoś „korposzczura”, który sklepu na oczy nie widział.
Kiedyś zastanawiałam się nad franczyzą, ale po bliższym spojrzeniu stwierdziłam, że nie – wymagania były mało realistyczne, cele trudne do osiągnięcia, a elastyczność zerowa. Wolę zbudować swoją markę od podstaw, na własnych zasadach, niż wiecznie ścigać się z tabelkami i oczekiwaniami kogoś innego.
A jak to wygląda u mnie?
Czy ja osobiście jestem przedsiębiorcą? Nie. Jestem po prostu człowiekiem, który chce sobie zapewnić byt w trochę inny sposób – wyjść z pudełka, do którego wszyscy próbują nas wsadzić.
Robię rzeczy poza moją strefą komfortu, ale nie na hurra. Wolę powoli, krok po kroku uczyć się mechanizmów i umiejętności potrzebnych do stworzenia własnego biznesu. Nieważne, czy zajmie mi to 30 czy 40 lat – ważne, że będę wiedzieć, co robię, na spokojnie i bez presji.
Tworzenie biznesu, który od razu ma mieć milion przychodu rocznie? W większości przypadków to nierealne. Może się zdarzyć, ale częściej kończy się rozczarowaniem. Dlatego ja nie stawiam sobie wygórowanych celów.
Może dlatego, że inwestowanie nauczyło mnie cierpliwości i spokoju. Mam zupełnie inne podejście – i nie ukrywam, że jestem osobą trochę leniwą, często szukającą drogi na skróty. Ale jak to mówią: chcesz coś usprawnić, daj to zadanie osobie najbardziej leniwej.
Sukces ma wiele twarzy
Sukces nie zawsze oznacza firmę z milionowymi obrotami. Sukces to też:
- stabilna praca, która daje satysfakcję,
- czas spędzony z rodziną,
- hobby, które daje radość,
- portfel inwestycyjny, który rośnie w tle,
- zdrowie psychiczne bez wiecznego stresu o VAT i ZUS.
Pamiętajmy – przedsiębiorczość to tylko jedna z wielu dróg do niezależności.
Podsumowanie
Nie każdy nadaje się na przedsiębiorcę – i całe szczęście! Świat potrzebuje i przedsiębiorców, i specjalistów na etatach, i freelancerów, i inwestorów, którzy po prostu robią swoje.
Najważniejsze, żeby droga, którą wybierzesz, była zgodna z Tobą – a nie z modą, reklamą czy oczekiwaniami innych.
📚 To wpis z serii Kapitalistyczne Piątki.
Zobacz wszystkie posty ➡ lesnakapitalistka.com/category/kapitalistyczne-piatki
⚠️ Disclaimer: Artykuł ma charakter edukacyjny i informacyjny. Nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej ani porady finansowej. Inwestowanie wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości kapitału.
Dodaj komentarz