Portfel z Werandy #21: Jak inwestować w kryzysie, nie tracąc nerwów i snu

Kryzys gospodarczy, inflacja, spadki na giełdach, nerwowe nagłówki w mediach… Brzmi znajomo? Historia uczy, że takie momenty zawsze wracają. Raz częściej, raz rzadziej, ale cykle gospodarcze są nieubłagane. Kluczowe pytanie brzmi: jak inwestować w kryzysie tak, żeby nie stracić nerwów, snu i całego kapitału?


Dlaczego kryzys nie musi oznaczać końca świata?

W panice łatwo zapomnieć o jednej prostej rzeczy: kryzysy mijają. Po każdym załamaniu przychodzi odbicie, a świat idzie dalej.

  • W 2008 roku mieliśmy wielki kryzys finansowy – rynki się posypały, ale kilka lat później indeksy biły rekordy.
  • W 2020 pandemia wywołała panikę – a giełda odbiła szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał.

Dla inwestora kryzys to nie tylko zagrożenie, ale też szansa na zakupy po przecenach. Warunek? Trzeba zachować chłodną głowę.


Zasada nr 1: Nie inwestuj w panice

Panika to najgorszy doradca. Jeśli sprzedajesz wszystko przy pierwszych spadkach, to zwykle realizujesz stratę. A jeśli kupujesz w euforii, bo „wszyscy zarabiają” – łatwo wchodzisz na górce.
Złota zasada: nie podejmuj decyzji inwestycyjnych pod wpływem emocji.


Zasada nr 2: Miej plan i trzymaj się go

Inwestowanie bez planu to jak żeglowanie bez mapy – niby płyniesz, ale dokąd?

  • Określ, jaki procent portfela przeznaczasz na akcje, obligacje, złoto czy gotówkę.
  • Zapisz, jakie warunki muszą być spełnione, żebyś coś sprzedał albo dokupił.
  • Dzięki temu, gdy rynek się sypie, nie działasz na oślep.

Moje podejście do inwestowania w kryzysie

U mnie wygląda to tak: staram się mieć plan inwestycyjny na co najmniej 12 miesięcy do przodu. A potem… jadę na automacie – realizuję założenia i kupuję według harmonogramu, zamiast działać pod wpływem emocji.

Dzięki temu wszelkie spadki na ulubionych akcjach traktuję jak promocje w Biedronce – „kup 1, a dostaniesz 2 gratis”. Przestawiłam swoją mentalność tak, żeby kolor czerwony (spadki) nie był powodem do paniki, ale wręcz lekkiego podekscytowania. Dlaczego? Bo wiem, że spółki, które obserwuję, to często globalne giganty, które przetrwały już niejeden kryzys i wyszły z niego silniejsze.

Przykład: Johnson & Johnson. Produkują farmaceutyki, sprzęt medyczny, kosmetyki i środki higieniczne – czyli produkty, które ludzie kupują zawsze. Kryzys czy nie, potrzeba leków i pielęgnacji nie znika. Właśnie dlatego wybieram spółki odporne na recesję – aby mieć spokojną głowę i nie musieć codziennie ślęczeć nad wykresami.


Zasada nr 3: Dywersyfikacja to Twój przyjaciel

Kryzys obnaża wszystkie błędy w portfelu. Jeśli masz wszystko postawione na jedną spółkę czy sektor – ryzyko jest gigantyczne.
Dlatego:

  • Akcje – ale w różnych branżach.
  • Obligacje – stabilizują portfel.
  • Metale szlachetne – ubezpieczenie na trudne czasy.
  • Gotówka – daje elastyczność i możliwość zakupów, gdy ceny spadają.

Zasada nr 4: Myśl długoterminowo

Kryzys to tylko fragment większej układanki. Jeśli Twój horyzont inwestycyjny to 10–20 lat, chwilowe spadki nie mają tak dużego znaczenia. Najwięcej tracą ci, którzy próbują „przewidzieć każdy ruch” i skaczą z kwiatka na kwiatek.


Zasada nr 5: Zadbaj o siebie, nie tylko o portfel

Nie ma sensu budować fortuny kosztem własnego zdrowia psychicznego.

  • Ogranicz sprawdzanie kursów co 5 minut.
  • Śpij spokojnie, wiedząc, że Twój plan uwzględnia też trudne momenty.
  • Pamiętaj, że inwestowanie to maraton, a nie sprint.

Podsumowanie

Kryzysy są nieuniknione. Ale to, jak przez nie przejdziesz, zależy od Twojego przygotowania i psychiki. Zamiast bać się każdego spadku, warto nauczyć się traktować kryzys jak część gry. Ci, którzy potrafią zachować spokój, zwykle wychodzą z niego mocniejsi – finansowo i mentalnie.


📚 To wpis z serii Portfel z Werandy.
Zobacz wszystkie posty ➡ https://lesnakapitalistka.com/category/portfel-z-werandy/

⚠️ Disclaimer : Artykuł ma charakter edukacyjny i informacyjny. Nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej ani porady finansowej. Inwestowanie wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości kapitału.