
Złoto od wieków działa na wyobraźnię ludzi. Dawniej kojarzone z bogactwem królów i świątyń, dziś często pojawia się w rozmowach inwestorów jako „bezpieczna przystań”. Ale czy faktycznie opłaca się mieć złoto (i inne metale szlachetne) w portfelu inwestycyjnym? Sprawdźmy to bez mitów i marketingowych haseł.
Dlaczego inwestorzy kochają złoto?
Powód jest prosty – złoto ma renomę aktywa chroniącego wartość w trudnych czasach. Kiedy giełdy spadają, inflacja rośnie albo gospodarka przeżywa turbulencje, inwestorzy często uciekają właśnie w złoto.
Nie bez powodu mówi się o nim „bezpieczna przystań”:
- nie zależy od decyzji żadnego rządu,
- nie można go dodrukować jak papierowych pieniędzy,
- ma ograniczoną podaż.
W jakiej formie można inwestować w złoto i metale szlachetne?
- Fizyczne sztabki i monety – dają satysfakcję posiadania, ale wymagają bezpiecznego przechowywania.
- ETF-y i fundusze złota – wygodne rozwiązanie, pozwalają inwestować w cenę złota bez trzymania go w domu.
- Akcje spółek wydobywczych – potencjalnie wyższe zyski, ale i większe ryzyko.
- Inne metale szlachetne (srebro, platyna, pallad) – mniej popularne niż złoto, ale też mają swoje miejsce w przemyśle i inwestycjach.
Jak ja podchodzę do metali szlachetnych
Moje podejście jest dość proste: staram się mieć około 5% portfela w kruszcach. Kupuję raczej hurtowo – konkretnie tuby srebra (25 monet po 1 uncji). Najczęściej wybieram srebrny Liść Klonowy, bo:
- jest rozpoznawalny na całym świecie,
- ma niski spread względem kursu srebra,
- i jest jedną z najtańszych monet w relacji cena/jakość.
👉 Nie kupuję monet poniżej 1 uncji, bo wtedy spread jest bardzo wysoki. Z kolei monety powyżej 1 uncji są dla mnie nieporęczne w przechowywaniu. A tubę srebra mogę schować… nawet do kieszeni.
Na dziś jedna uncja srebra kosztuje ok. 188,69 zł, a cała tuba (25 sztuk) to wydatek rzędu 5293 zł. To dla mnie równowartość prawie pół roku życia przy moich skromnych wydatkach.
Mój cel? Zebrać minimum 500 uncji, a najlepiej nawet 2000 uncji srebra.
Dlaczego srebro, a nie złoto?
Powodów mam kilka:
- Cena wejścia – łatwiej mi zebrać 5300 zł na tubę srebra niż prawie 13 500 zł na jedną uncję złota.
- Elastyczność sprzedaży – srebro łatwiej upłynnić w mniejszych kwotach. Mogę sprzedać np. kilka monet i mieć od ręki 1000 zł. Z uncją złota nie da się tego zrobić – nie połamię przecież monety na kawałki.
- Dostępność – srebro jest powszechnie skupowane w kantorach i punktach wymiany metali szlachetnych.
Co do przechowywania – możliwości są różne. Standardem jest sejf, ale można też stosować kreatywne rozwiązania, jak np. skrytki w przerobionej książce albo kupne „sejfy książki”.
Zalety i wady metali szlachetnych
Zalety:
- dywersyfikacja,
- ochrona przed inflacją,
- globalna akceptacja,
- łatwość przechowywania wartości w małej objętości.
Wady:
- brak odsetek i dywidend,
- koszty przechowywania i bezpieczeństwa,
- zmienność cen w krótkim terminie.
Podsumowanie
Czy warto dywersyfikować w złoto i metale szlachetne? Moim zdaniem – tak, ale z głową. Dla mnie kruszce to nie sposób na szybki zysk, ale raczej ubezpieczenie finansowe. Srebro pozwala mi gromadzić wartość krok po kroku, bez konieczności zamrażania od razu 13 500 zł w jednej uncji złota.
Dlatego traktuję je jako dodatek, a nie fundament mojego portfela. Złoto i srebro nie uczynią Cię rentierem, ale mogą dać spokój ducha i ochronić oszczędności, gdy na rynkach zawieje mocniejszy wiatr.
📚 To wpis z serii Portfel z Werandy.
Zobacz wszystkie posty ➡ https://lesnakapitalistka.com/category/portfel-z-werandy/
⚠️ Disclaimer: Inwestowanie jest ryzykowne i możesz stracić część lub całość zainwestowanego kapitału. Podane informacje służą wyłącznie celom informacyjnym i edukacyjnym i nie stanowią żadnego rodzaju porady finansowej ani rekomendacji inwestycyjnej.
Dodaj komentarz